Styczniowe Shiny!

niedziela, 19 lutego 2017


Zostałam wessana w czarną dziurę niedoczasu. Nietrudno się domyślić, że najbardziej stracił na tym mój blog. Nie dość, że nie publikuję często, a notki mają charakter skrajnie monotonny, to moje obsuwy sięgają nawet miesiąca. Dzisiejszy post jest tego najlepszym przykładem. Recenzja styczniowego pudełka ShinyBox pod koniec lutego to plama na moim blogowym honorze. Z drugiej strony, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, zdążyłam przynajmniej solidnie przetestować działanie niektórych kosmetyków znalezionych w boxie :)


Styczniowe pudełko o wdzięcznej nazwie Party Time mieści dziesęć produktów, z czego aż osiem w pełnym wymiarze i dwie miniaturki. 

PRODUKTY PEŁNOWYMIAROWE

Neicha - Luksusowe rzęsy + Niewidoczny klej do rzęs - sztuczne rzęsy idealnie wpisują się w imprezową tematykę boxa. Sęk w tym, że ja od takich sztuczności stronię. Od długiego czasu dbam o swoje rzęsy stosując sera przyspieszające ich porost. Sztuczne rzęsy zwyczajnie nie są mi potrzebne. Myślę jednak, że przypadną do gustu niejednej miłośniczce rzęs-firanek. Egzemplarz, który otrzymałam (Neicha - 513) jest nieco przydługi, ale bardzo ładny. Cena rzęs to ok. 16,90 zł. Klej kosztuje ok. 14,90 zł. 


Gliss Kur - Fiber Therapy - Bonding Repair-Oil Spray - bardzo rzadko zdarza mi się kupować produkty do pielęgnacji włosów w formie mgiełki. Ten bardzo przypadł mi do gustu. Nie dość, że nie obciąża włosów, to przyjemnie je nawilża ułatwiając rozczesywanie i nadając ślicznego, zdrowego blasku. No i ten zapach... Jeśli gustujecie w perfumach Just Cavalli Gold for Her - to kosmetyk dla Was! Niewielka, plastikowa butelka z atomizerem mieści 100 ml produktu. Jego koszt to ok. 18,99 zł.

l'Orient - Eye Contour Cream - ogromnie ucieszyła mnie obecność kremu nawilżającego pod oczy. Niestety, w moim przypadku kosmetyk okazał się za słaby. Nawilża bardzo delikatnie, po paru chwilach wchłania się niemal do matu, nie zapewnia uczucia komfortu i odżywienia, którego potrzebuje moja skóra wokół oczu. Plastikowa buteleczka z próżniową pompką zawiera 15 ml białego kremu. Koszt produktu to aż 64 zł. Niestety, w parze z wysoką ceną nie idzie oczekiwane działanie pielęgnacyjne.

Farmona - -20 Protect - Zimowy krem ochronny do twarzy - nie da się ukryć, że jestem fanką solidnego nawilżenia o odżywienia skóry, zwłaszcza zimą, kiedy chłód, śnieg i wiatr dają się we znaki najbardziej. Chętnie sięgam po bogate, nieco tłustawe produkty do pielęgnacji. Krem sprawdza się dobrze, choć jego skład pozostawia wiele do życzenia. Na ekstremalne warunki pogodowe nada się doskonale, w pozostałe dni wolę jednak nakładać na twarz coś nieco bardziej naturalnego, niekoniecznie z dużą dawką wazeliny. Tubka o pojemności 75 ml kosztuje ok. 11,50 zł. 


Joko - Glow Primer - Illuminating 2 in 1 - miękka, plastikowa tubka mieści kosmetyk pełniący rolę rozświetlającej bazy lub punktowego rozświetlacza nakładanego na wykonany uprzednio makijaż. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu druga funkcja. Niewielka ilość kremowego rozświetlacza ładnie akcentuje kości policzkowe i inne miejsca wymagające rozświetlenia. Do gustu przypadł mi ładny, brzoskwiniowo-złoty odcień kosmetyku (nr 201). Jestem na tak! Opakowanie mieszczące 25 ml produktu kosztuje ok. 9,90 zł.


Faberlic - Cień do powiek w kredce - lubię kosmetyki w formie wygodnej kredki, zwłaszcza, jeśli ich jakość nie pozostawia wiele do życzenia. Kosmetyk ma ładny, choć dość niepraktyczny kolor grafitu przełamanego fioletem. W przypadku wieczorowych makijaży kredka sprawdzi się znakomicie. W codziennym, szybkim i naturalnie wyglądającym makijażu raczej nie znajdzie się dla niej miejsce. Koszt jednej kredki to ok. 22,50 zł. 


Bell - Eyebrow Gel Mascara - kolejnym kosmetykiem, którego działania raczej nie przetestuję jest żel do brwi w kolorze ciemnego grafitu. Jako blondynka o jasnych, beżowo-szarawych brwiach nie zaryzykuję efektu mocno wyrysowanych brwi. Szkoda, kosmetyk zapowiada się ciekawie. Za 9 gramów żelu zamkniętego w opakowaniu z aplikatorem-szczoteczką trzeba zapłacić ok. 9,90 zł. 

MINIATURY


Blanx - Med - Stein Removal - pasty marki Blanx znam aż za dobrze - miałam okazję testować je przez całkiem długi czas. Dobrze sprawdzają się w codziennej pielęgnacji jamy ustnej, ale o efekcie WOW raczej nie może być mowy. Pasta jak pasta. Pełnowymiarowe opakowanie mieści 75 ml produktu i kosztuje ok. 22 zł. Miniatura, którą otrzymałam zawiera 15 ml pasty. 


Cuccio Naturale - Butter - Milk&Honey - lubię testować nowe produkty do pielęgnacji ciała. Szkoda tylko, że ten został zamknięty w miniaturowym opakowaniu. Ilość kosmetyku wystarczy na posmarowanie jednej ręki, ewentualnie pół nogi. Trudny wybór :) Miniaturka, którą otrzymałam mieści całe 9,24 g produktu. 


Styczniowe pudełko ShinyBox nie przypadło mi do gustu. Zdecydowanie najwyżej oceniam mgiełkę do włosów. Pozostałe produkty albo nie ujęły mnie kolorem, albo działaniem. Cóż, zdarza się i tak. Oby lutowe pudełeczko okazało się bardziej udane. 

Co sądzicie o zawartości styczniowego boxa? Wszystkie informacje na jego temat znajdziecie TUTAJ


Podobne wpisy

7 komentarze

  1. mam, bardzo fajna zawartość ;)
    nie mogę się kolejnego doczekać

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety, ale zawartość jakoś nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko krem zimowy mnie nie przekonuje, reszty jestem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie byłabym zadowolona z takiej zawartości. Polowy produktów bym nie użyła :( Niestety tak to już jest z boxami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jesteś sama - ja też ostatnio pojawiam się na blogu sporadycznie i mimo, że ciągle planuje to zmienić to i tak brak mi na wszystko czasu. Przyznam, że pudełko które pokazałaś raczej by mnie nie zadowoliło :) Aczkolwiek mgiełki GlissKur uwielbiam i już wiem po co sięgnę w Rossmannie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny post, zdjęcia są rewelacyjne :)

    Buziaki,
    zapraszam do mnie, kochana!
    http://loveshinny.pl/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.