DIY z konieczności albo dowód na to, że liczy się nie tylko wnętrze

środa, 2 listopada 2016

Lubię dobre kosmetyki, nawet jeśli muszę za nie zapłacić nieco więcej niż wymagałyby tego względy rozsądku. Jeśli produkt odpowiada mi pod względem składu i działania, jestem w stanie przymknąć oko na jego słabą dostępność, niewielką pojemność czy słabo przemyślane opakowanie. 

WRÓĆ. 

Na to ostatnie nie jestem w stanie przymknąć oka. 

Po moich ostatnich doświadczeniach, związanych, o dziwo, nie tyle ze stosowaniem kosmetyku, ile próbami jego wydobycia z opakowania, zmieniam zdanie. Otóż nie liczy się tylko wnętrze, a ktokolwiek twierdzi inaczej, najpewniej nie miał nigdy styczności z pancernym opakowaniem, do którego nie sposób się dostać. I choćby skrywało najcenniejszą zawartość, bez młotka, przedstawiciela płci męskiej dysponującego rozbudowanym garniturem mięśniowym oraz niezłomnej postawy, nie będzie Wam dane wsmarować jej w żadną część Waszego udręczonego wysiłkiem ciała. Wiem, co mówię, gdyż doznałam takiego udręczenia. A dręczycielem okazał się wysokopółkowy krem pod oczy dobrej, polskiej marki Yonelle. 

O tym, że krem jest kosmetykiem znakomitym niech świadczy moja determinacja w próbach dotarcia do niego. Nieprzekonanych odsyłam do recenzji, którą napisałam jakiś czas temu (KLIK). Już wtedy narzekałam na nieprzemyślane opakowanie, które zacina się, nie dozując kremu, niezależnie od ilości naciśnięć pompki. 

Wpadki się zdarzają, wiadomo. Przy zakupie drugiego opakowania tego samego kremu nie przyszło mi na myśl, że problem się powtórzy. Co ciekawe, powtórzył się już po kilkunastu dniach użytkowania kosmetyku. 

Jako, że nie ma fizycznej możliwości zużycia 15 ml kremu pod oczy w ciągu parunastu dni, postanowiłam poszukać przyczyny problemu. Na marginesie dodam, że bardzo żałuję, że nie zdecydowałam się na podobny krok w przypadku pierwszego opakowania, najpewniej jeszcze do dzisiaj zużywałabym znalezione wewnątrz resztki. 

Narz, poproszony o anihilację opakowania ekskluzywnego kremu pod oczy przy użyciu młotka, wykazał się nader dużym profesjonalizmem. Nie wiem, gdzie dokładnie uderzył i co wyszarpał (stąd mój post nie ma waloru DIY w czystej postaci, wybaczcie), liczy się jednak skutek w postaci dotarcia do plastikowego rdzenia z kremem. 

Spójrzcie na zdjęcie, które zamieściłam poniżej. Poziome linie wyznaczają przestrzeń, w której znajdował się krem, który udało mi się zużyć bez konieczności użycia ciężkiego sprzętu. Pionowa linia pokazuje, z kolei, ilość kremu, który pozostał w opakowaniu. Szacuję, że nie zużyłam nawet 1/4 jego całkowitej pojemności. 


Jaki z tego wniosek? Rozczarowujący. Za 159 zł - bagatela - powinnam otrzymać kosmetyk, który przypadnie mi do gustu nie tylko pod względem właściwości kosmetycznych, ale również wygody stosowania. To wspaniale, że w formule kremu została zastosowana technologia nanodysków i trików jonowych. To świetnie, że producent przeprowadził badania aparaturowe potwierdzające skuteczność swoich kosmetyków. Tylko co mi po tym, skoro do kremu zwyczajnie nie sposób się dostać? 

Niewykluczone, że dwukrotnie trafiłam na feralne opakowanie. Przyznam jednak, że po raz trzeci nie zaryzykuję. Nie po to wybieram kosmetyki wyposażone w próżniową pompkę gwarantującą maksymalny poziom higieny użytkowania, żeby krem przekładać do wyparzanych plastikowych słoiczków, a później każdorazowo wkładać do nich palce. 


Zastanawiacie się pewnie, czy informacją o moich doświadczeniach podzielę się z producentem. Otóż tak. Ufam, że jako profesjonalna firma, Yonelle nie potraktuje mojej publikacji jako anty-reklamy, zniechęcającej do zakupu produktów z jej oferty. Nie taka jest, zresztą, moja intencja. Skoro te wszystkie opatentowane technologie mają służyć klientkom, a co do tego chyba się zgadzamy, dobrze byłoby zadbać o kwestię tak elementarną, jak odpowiednie opakowanie. 



Jeśli nie udało się Wam przebrnąć przez całość posta, poniżej wyciąg z treści dla niecierpliwych:

Dzięki temu, że mam w domu młotek, moja skóra pod oczami dłużej pozostanie jędrna i właściwie nawilżona.

Gdybym nie miała młotka, rozważałabym użycie noża lub przypalenie opakowania od spodu.


Podobne wpisy

11 komentarze

  1. Trafiłaś Kochana na felerne opakowanie. Ja używam tego kremu już ponad 2 miesiące i jeszcze ani razu nie miałam problemu z dozowaniem. Poza tym pod światło widać ile jeszcze produktu pozostało w opakowaniu. Ja jestem idealnie w połowie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jedno opakowanie, a dwa. W świetle mojej łazienki nie widać zużycia, to zresztą bez znaczenia, skoro krem i tak nie chce się dozować :>

      Usuń
  2. Technologia nanodysków, a zaprojektowanie opakowania z niezacinającą się pompką okazało się astrodynamiką. Szkoda, bo jakoś innym producentom udaje się stworzyć ten kosmiczny mechanizm. Ale przynajmniej design ładny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich obserwacji wynika, że jeśli coś ma w opakowaniu działać wadliwie, to zwykle jest to właśnie pompka próżniowa. Kurczę, ale w kremie za prawie 160 zł naprawdę powinno dać się to jakoś opanować.

      Co do opakowania - w pełni się zgadzam, design zachwyca. Niestety, o wiele bardziej życzyłabym sobie mieć krem zapakowany funkcjonalnie, a nie tylko ładnie.

      Usuń
  3. Ojej szkoda, że te opakowanie takie felerne... :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że nieźle się uśmiałam. Uwielbiam czytać Twoje teksty. Szkoda tylko, że jest ich tak mało!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie napisane i już wiem jaki produkt omijać w drogeriach, nie lubię autodestrukcyjnych opakowań.

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie słabo z tym opakowaniem, wkurzyłabym się ostro.

    OdpowiedzUsuń
  7. W 100% masz rację, nie po to się płaci pieniądze, aby nie móc w pełni wykorzystać produktu, no i oczywiście kwestia " przyjemności stosowania " jest na pierwszym miejscu, dotychczas miałam (nie)szczęście tylko raz spotkać się z tym problemem, i było to dokładnie takie samo opakowanie, które właśnie " rozłupałaś " ( firma inna, ale też droga ). Airless i słoiczki ( różnych wzorów i form ) są znacznie pewniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. prawdziwy pech, że dwa razy trafiłaś na felerne opakowanie :-(, ja właśnie kończę drugie i pompka ani raz nie odmówiła posłuszeństwa :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.