Październikowe Shiny!

poniedziałek, 31 października 2016

Od wielu lat październik traktowany jest jako miesiąc szczególny dla walki z rakiem piersi. Nowotwór dosięga rokrocznie wielu tysięcy kobiet. Pomimo poprawy dostępności do badań przesiewowych oraz wielu kampanii społecznych zachęcających do szeroko pojętej profilaktyki, w przeciągu ostatnich trzydziestu lat zapadalność na raka piersi wśród kobiet w wieku 20-50 lat wzrosła niemal dwukrotnie (więcej danych znajdziecie TUTAJ). Kto nie zadba o nas lepiej niż my same?

W trendzie informowania o zagrożeniu związanym z nowotworami piersi, ShinyBox wypuścił specjalną edycję pudełka, opatrzoną, podobnie jak w latach poprzednich, hasłem Think Pink. Oprócz kosmetycznej zawartości, ulotka informacyjna dołączona do boxa zawiera obrazkową instrukcję samobadania piersi. 


W pudełku znalazłam jedenaście produktów, z czego aż siedem w pełnym wymiarze. 

PRODUKTY PEŁNOWYMIAROWE


Fa - Magic Oil - Pink Jasmine Scent - nie przepadam za kosmetykami o nucie jaśminu. W stosunkowo niedługim czasie zaczynają wywoływać u mnie poczucie znużenia i zmęczenia mocnym, kwiatowym zapachem. Nie inaczej ma się sprawa w przypadku żelu pod prysznic marki Fa. Jaśmin w połączeniu z paroma nieco sztucznymi nutami zapachowymi nie dość, że nie sprzyja magii chwili, to w parze z solidną porcją SLES wysusza moją i tak suchą skórę. Efekt? Daleki od rozkoszy ekscytujących doznań, o których wspomina producent :) Plastikowa butelka mieści 250 ml mocno pachnącego, dość gęstego żelu. Koszt kosmetyku to ok. 8 zł.


Vis Plantis - Olejek Macadamia - proste, jednoskładnikowe kosmetyki bywają bardziej skuteczne niż najbardziej wymyślne formuły. Na pierwszy rzut oka, produkt o wiele mówiącej nazwie Olejek Macadamia ma w swoim składzie tylko ten jedne składnik i nic ponadto. Cóż, nie tym razem. Okazuje się bowiem, że obok 99,5% olejku, w składzie znalazło się miejsce dla paru chemicznych dodatków, w tym kompozycji zapachowej i PEG-u. Nie lubię takich niespodzianek. Jak pokazuje szereg naturalnych kosmetyków oferowanych w drogeriach i sklepach eko, wyprodukowanie czystego oleju bez dodatków i polepszaczy nie jest wielką sztuką. I nie pociesza mnie nawet fakt, że zawartość chemii to tylko 0,5%. Nie powinno być jej wcale. Opakowanie o pojemności 30 ml kosztuje ok. 13 zł. Wolałabym zapłacić 20 zł i mieć kosmetyk w pełni naturalny. 


Bell - Glam&Sexy - Pomadka-błyszczyk - dodawanie do kosmetycznych boxów szminek, błyszczyków i kredek uważam za nietrafne z jednego powodu - ryzyka kolorystycznego niedopasowania. Rzadko kiedy udaje mi się wyjąć z pudełka kolor, który naprawdę mi odpowiada. Tym razem również się nie udało - szminka, którą otrzymałam ma odcień rubinowego różu z dużą ilością brokatu. To nie moja bajka, mam nadzieję, że uda mi się znaleźć dla niej odpowiednią właścicielkę. Za 4,5 g szminki zapłacić trzeba ok. 10 zł. 


Bell - HYPOAllergenic - Waterproof Stick Eyeshadow - uwagi dotyczące szminki z powodzeniem można odnieść do cienia do powiek w sztyfcie. Jedyna różnica polega na tym, że w przypadku cienia kolor (04) bardzo mi się podoba. Niestety, miałam już okazję testować ten kosmetyk (w dokładnie takim samym kolorze. Produkt nie trzyma się na moich powiekach, mimo, że nie są one ani specjalnie tłuste, ani kłopotliwie załamane. Cień zbiera się już parę godzin po nałożeniu. Opinię producenta o tym, że kosmetyk świetnie przylega do powiek można włożyć między bajki. Szkoda. Za sztyft o wadze 5 g trzeba zapłacić ok. 18 zł. Na rynku znajdziecie wiele produktów w podobnej lub nawet niższej cenie i nieporównywalnie lepszej jakości.

Vis Plantis - Age Killing Effect - Maseczka na zmarszczki - tym razem nie będę marudzić, bo nie mam ku temu żadnego powodu. Lubię maseczki, zwłaszcza o działaniu przeciwzmarszczkowym i poprawiającym wygląd skóry. Pod względem składu, maseczka nie wypada najgorzej, choć producent mógłby pozbyć się z formuły paru chemicznych zapychaczy na rzecz składników eco-friendly. Dwie saszetki po 5 ml każda kosztują ok. 4,40 zł. 


Evree - Total Nutrition - Odżywczy krem do rąk do bardzo suchej i wrażliwej skóry - markę Evree darzę dużym zaufaniem. Miałam okazję stosować wiele produktów z gamy pielęgnacyjnej i żaden mnie nie rozczarował. Krem do rąk przyjmuję z entuzjazmem, zwłaszcza, że zima za pasem, a wraz  z nią chłód, wiatr i inne nieszczęścia. Różowej wersji kremu jeszcze nie używałam, mam na swoim koncie zdenkowane opakowania kremu czerwonego, białego i niebieskiego. Miękka tuba mieści 100 ml kremu. Koszt kosmetyku to ok. 10 zł. 


Silcare - Mleczna mgiełka do ciała - Abyssinian Oil - nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z produktem do pielęgnacji ciała w formie mgiełki. Po lekturze składu nie spodziewam się fajerwerków. Myślę, że kosmetyk sprawdzi się raczej latem, kiedy potrzeby skóry są zdecydowanie mniejsze. Aktualnie sięgam raczej po bogate masła i olejki. Plastikowa butelka z sprayową koncówką zawiera 200 ml mgiełki. Cena kosmetyku to ok. 11 zł. 


Bispol - Aurelia - Świeca zapachowa - lubię świece zapachowe. Jesienią i zimą ich palenie przynosi dużą radość. Napełniają wnętrza ciepłym światłem, a miękki zapach wprawia w dobry nastrój (i ochotę na herbatę z sokiem z malin). Potencjalną sielankę psuje mi tylko jedno - chemiczny zapach owocu liczi. Czekolada, wanilia, piżmo, żurawina - to rozumiem. Ale liczi? Smuteczek. Koszt świecy to ok. 8 zł. 

MINIATURY


IDunn Naturals - Puder do kąpieli - kosmetyki do kąpieli - niezależnie od stanu skupienia - to to, co tygrysy lubią najbardziej, bez dwóch zdań! Zgodnie z obietnicą producenta, puder w kontakcie z wodą musuje, a za sprawą dodatku naturalnych olejków - nawilża, wygładza i natłuszcza skórę. Wersja zapachowa, którą otrzymałam to zielona herbata. Opakowanie o wadze 100 g kosztuje ok. 11 zł. 


Radical Med - Szampon przeciw wypadaniu włosów - miniaturowe opakowania szamponów do włosów lubię z jednego powodu - idealnie mieszczą się do podróżnej kosmetyczki. Moje włosy mają swoje kosmetyczne upodobania, ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi im kilkudniowa zmiana. O linii Radical słyszałam dużo dobrego, a nuż kosmetyk okaże się na tyle skuteczny, że trafi do stałego wyposażenia mojej łazienki? Pełnowymiarowe opakowanie mieści 300 ml szamponu i kosztuje ok. 14 zł. Miniaturka, którą otrzymałam, zawiera 50 ml kosmetyku. 


Blanx - White Shock Blue Formula - swego czasu dałam się porwać modzie na zęby białe niczym przebiśniegi i zainwestowałam w pastę do zębów marki Blanx. Co ciekawe, nie zauważyłam nawet minimalnej poprawy koloru moich zębów. Przebiśniegi mi nie pisane i żadna niebieska formuła tego nie zmieni. Pełnowymiarowa tubka zawiera 50 ml pasty i kosztuje ok. 22 zł. Mój egzemplarz mieści 15 ml. 


Październikowe pudełko ShinyBox uważam za mało udane. Z niektórymi kosmetykami miałam już do czynienia, niektóre mam okazję testować po raz pierwszy. Zabrakło mi jednego mocnego akcentu, najlepiej naturalnego i przeznaczonego do pielęgnacji. Niby znalazło się miejsce dla olejku, dla kremu czy żelu pod prysznic, ale żadnego produktu nie uważam za kosmetyczny strzał w dziesiątkę. Nie to jest jednak najważniejsze. Kosmetyki, choćby najlepszej jakości, są zaledwie dodatkiem do życia. Zdrowego życia. Warto o tym pamiętać, nie tylko w październiku. 

Wszelkie informacje na temat boxa znajdziecie TUTAJ.


Podobne wpisy

5 komentarze

  1. Nigdy nie kusiły mnie takie pudełka ale akurat to ma całkiem fajną zawartość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. moja szminka niestety też jest brokatowa i nie zamierzam jej używać. po za tym jestem zadowolona, ma dokładnie ten sam wariant co Ty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Shiny zawsze miał jakieś wady, co na moje szczęście zniechęca mnie do jego zasubskrybowania :D Październikowe wydanie jakoś nie urzeka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkiem przyzwoita zawartość, ale te wszystkie pudełka jakoś mnie nie kuszą :-/

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba tylko krem Evree mnie zaciekawił, ale niestety cena pudełka jest wielokrotnie większa :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.