Lutowe Shiny!

sobota, 5 marca 2016



W porównaniu ze słabą zawartością styczniowej edycji ShinyBox, lutowe pudełko wypada nieporównywalnie lepiej. Na wielki plus zaliczam fakt, że wszystkie (!) produkty mam okazję testować po raz pierwszy. Ba, o żadnym nawet nie słyszałam (nie jestem pewna, czy jako blogerka urodowa powinnam się do tego przyznawać :)). Ciekawe kosmetycznych nowości? Zapraszam do lektury!

Kolorowe pudełko stworzone przy współpracy ze sklepem internetowym answear (KLIK) kryje siedem elementów, z czego zdecydowana większość to kosmetyki pełnowymiarowe. 

PRODUKTY PEŁNOWYMIAROWE

Perfect.me - Repair & Colour Save Shampoo - optymistyczna, pomarańczowa tuba o pojemności 250 ml mieści szampon przeznaczony do pielęgnacji włosów zniszczonych, suchych i farbowanych. Poza ostatnim, moje włosy spełniają wszystkie kryteria - wymagają porządnego odżywienia i regeneracji, ale bez przeciążenia, bo tego efektu wprost nie znoszę. Producent obiecuje, że skład kosmetyku wolny jest od parabenów i pochodnych ropy naftowej. Miło byłoby, gdyby ponadto był wolny od silikonów. Niestety, nie jest, dlatego też nie wróżę nam szczególnie świetlanej przyszłości. Koszt produktu to ok. 8,99 zł.


Dove - DermaSPA Goodness - krem do rąk - wieści o poszerzeniu przez markę Dove swojej i tak bogate oferty o nową, tak jakby ekskluzywną, linię kosmetyków jakoś mnie ominęły. Producenta nie darzę wielką sympatią, z wyłączeniem kremowych żeli pod prysznic niechętnie testuję nowinki marki. Krem do rąk opisany został jako nadający skórze dłoni miękkości, jedwabistej gładkości i promiennego blasku. Po kilkunastu aplikacjach stwierdzam, że jedyne, co krem pozostawia na moich dłoniach to silikonowy film. Nawilżenia nie odnotowałam, być może dlatego, że początkowych miejsc składu nie zarezerwowano dla olejków ani maseł. Kosmetyk ładnie i bardzo intensywnie pachnie, to jego jedyna zaleta. Właściwości pielęgnacyjnych nie ma, po paru chwilach moje dłonie są tak samo suche jak przed aplikacją. Przynajmniej nie tłuści ubrań... Miękka tubka o pojemności 75 ml kosztuje ok. 13,99 zł. 


Affect - Fix&Matt - Puder fiksujący - jako posiadaczka skóry suchej, która nie błyszczy się dokładnie nigdy, pudry matujące omijam szerokim łukiem. Dla przyzwoitości sięgnęłam po kosmetyk podczas wykonywania któregoś z ubiegłotygodniowych makijaży. Efekt przeszedł moje oczekiwania. Spodziewałam się płaskiego matu, ale żeby wyciągnąć z mojej skóry wszelkie oznaki życia? Plastikowy słoiczek z sitkiem mieści 10 g ultra-matującego sypańca. Jego cena to aż 70 zł. Posiadaczki cery tłustej i wymagającej porządnego zmatowienia będą zachwycone. Pozostałej części populacji puder raczej nie przypadnie do gustu. 



Delia - Balsam do ust - Strawberry Sorbet - lubię mieć pod ręką intensywnie nawilżający balsam do ust. Noszę je w torebce i w kieszeniach, leżą na biurku, stoliku nocnym i w łazience. Kolejny na pewno się nie zmarnuje, zwłaszcza, że poza dobrym działaniem nawilżającym posiada apetyczny, truskawkowy smak i ładny, dziewczęcy odcień. Pychota! Sztyft o gramaturze 4,9 g kosztuje ok. 16 zł. 


Prestige Solutions - Płatki pod oczy - uwielbiam kosmetyki w formie mocno nasączanych płatków pod oczy. Porządnie schłodzone doskonale sprawdzają się w roli porannego zastrzyku energii i nawilżenia dla delikatnej skóry pod oczami. Tego wariantu nie miałam jeszcze okazji stosować, za to z sentymentem wspominam złote płatki - są naprawdę skuteczne! Para płatków kosztuje ok. 6,99 zł. 

MINIATURY


Perfect.me - zestaw maseczek do włosów - lutowe pudełko kosmetykami do włosów stoi! Poza szamponem, w boxie znalazłam trzy saszetki z maskami do włosów tego samego producenta. Jestem ciekawa, jak sprawdzą się w duecie z szamponem. Z przyjemnością przetestuję ich działanie, zwłaszcza, że moje ulubione maski powoli sięgają dna. Każda z saszetek mieści 20 ml produktu i kosztuje ok. 1,49 zł. 

Biały Jeleń - Nawilżające kozie mleko - szampon + odżywka - wielokrotnie wspominałam, że nie przepadam za kosmetykami marki Biały Jeleń. Z całą pewnością nie zakupiłabym pełnowymiarowych opakowań szamponu i odżywki, ale skoro ekipa Shiny dorzuciła mi miniaturowe wersje produktów, nie pozwolę im się zmarnować. Najpewniej zabiorę je ze sobą w podróż, mała pojemność świetnie sprawdza się w wyjazdowych okolicznościach. Każda z saszetek mieści 12 ml kosmetyku. 

Lutowe pudełko ShinyBox przypadło mi do gustu, choć do zachwytu mi daleko. Cieszę się z możliwości przetestowania zupełnie nowej marki produktów do pielęgnacji włosów. Odpowiada mi również truskawkowa pomadka do ust. Puder matujący i krem do rąk to nie moja bajka, dlatego powędrują w świat. 

Jak się Wam podoba lutowa edycja ShinyBox? Marcowe wydanie pudełka zapowiada się naprawdę słodko, jestem ogromnie ciekawa jego zawartości! Wszelkie informacje na temat boxa znajdziecie TUTAJ


Podobne wpisy

14 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Wizualnie czy pod względem zawartości? :)

      Usuń
  2. Pudełko ładne :) a z zawartości to tylko puder bym przygarnęła bardzo chętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie puder cieszy najmniej :)

      Usuń
  3. Nie znam żadnego produktu z tego pudełka, więc byłabym zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza pudrem i kremem do rąk, jestem zadowolona właściwie ze wszystkiego. Miło potestować zupełnie nowe kosmetyki.

      Usuń
  4. Ja z takiej zawartości nie byłabym zadowolona wcale :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam różowy szampon, najbardziej do gustu z całego pudełka przypadł mi krem do rąk- dove oraz puder matujący. Płatki też polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem ten krem nie ma żadnych właściwości pielęgnacyjnych. Pachnie i na tym kończą się jego zalety :>

      Usuń
  6. Trzeba przyznać, że zawartość całkiem przyzwoita, choć mi najbardziej do gustu przypadł design pudełka... Haha :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pudełko śliczne, a zawartość nawet nawet :)

      Usuń
  7. Te maseczki do włosów ostatnio widziałam w Biedronce o ile się nie mylę. Zawartość nie robi na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam te płatki pod oczy Prestige i po użyciu jednak nie było "WOW!".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.