Październikowe Shiny!

niedziela, 1 listopada 2015



ShinyBox już po raz trzeci (październik 2014 - KLIK, październik 2013 - KLIK) zwraca uwagę na znaczenie profilaktyki nowotworowej dla zdrowia kobiet. Pudełko zdobi różowa wstążeczka - symbol walki z rakiem piersi. Pomijając kwestię kosmetycznej zawartości boxa, cieszę się, że coraz więcej marek decyduje się wesprzeć coroczną, październikową kampanię.


W boxie znalazłam siedem produktów, z czego trzy w pełnym wymiarze i cztery miniatury

PRODUKTY PEŁNOWYMIAROWE

Delia Cosmetics - Liftingujący roll-on pod oczy - pielęgnację skóry wokół oczu ograniczam do stosowania dobrej jakości kremów. Do wynalazków typu roll-on podchodzę raczej sceptycznie. Nie do końca odpowiada mi kulkowy, niezbyt higieniczny aplikator oraz wodnisto-żelowa konsystencja większości kosmetyków tego rodzaju. Delia opisuje swój produkt jako unikalne rozwiązanie dla kobiet oczekujących natychmiastowych efektów. Skład żelu gwarantować ma działanie odmładzające, nawilżające, rozświetlające, zmniejszające cienie i opuchliznę oraz relaksujące. Gdybym napisała, że nie daję wiary tym zapewnieniom, wyszłabym na niedowiarka. A tak, jako niecierpek, mogę jedynie oczekiwać spektakularnych rezultatów w ekspresowym tempie :) Opakowanie o pojemności 15 ml kosztuje ok. 12 zł. Przyznajcie, to niewiele jak na efekt skalpela :)

Wibo - Queen Size - Maximum Volume Mascara - dołączanie do kosmetycznych boxów tuszów do rzęs uważam za zły pomysł. Ile subskrybentek, tyle oczekiwań co do działania maskary. Tusz marki Wibo to zdecydowanie niskopółkowa propozycja. Mimo obietnic w kwestii wszechstronnego działania - pogrubiającego, wydłużającego i podkręcającego - nie dowierzam zapewnieniom producenta. Miałam okazję stosować kilka tuszy tej marki i niestety, pomimo kuszących opisów, żaden nie sprawdził się na tyle, abym planowała jego ponowny zakup. Podejrzewam, że podobne odczucia wzbudzi we mnie maskara Queen Size. Potuszujemy - zobaczymy. Plastikowe opakowanie z pokaźną szczoteczką mieści 11 g produktu i kosztuje 8 zł. 


Diadem Cosmetics - Róż do policzków - bardzo gustuję w różach do policzków, zwłaszcza w pogodnych, brzoskwiniowych odcieniach z domieszką dziewczęcego różu. Egzemplarz, jaki otrzymałam (nr 08) ma kolor intensywnie ceglasty - zupełnie nieodpowiedni do mojego typu urody. Co więcej, kosmetyk ma w sobie mnóstwo drobinek, które nadają makijażowi nieco dyskotekowego efektu. Cóż, brunetki o cudnej, oliwkowej karnacji prawdopodobnie byłyby zachwycone. Co innego słowianki o porcelanowej cerze. Plastikowe opakowanie mieści 6,5 g różu. Koszt kosmetyku to ok. 14 zł

MINIATURY


L'Occitane - Cytrusowa Werbena - Szampon do włosów + Odżywka do włosów - duet pokaźnej wielkości miniatur do pielęgnacji włosów do kolejna odsłona linii werbenowej, którą mam okazję testować. W blogowej karierze przez moją łazienkę co najmniej dwukrotnie przewinął się żel pod prysznic (KLIK, KLIK). Do marki L'Occitane pałam uczuciem nader umiarkowanym. Uważam, że na ryku kosmetycznym znaleźć można wielu producentów oferujących kosmetyki o niebo lepszych składach, w niebo niższych cenach. Szampon do włosów i odżywkę wykorzystam przy okazji któregoś z wyjazdów. Nie przewiduję jednak wielkiego kosmetycznego zauroczenia. Pełnowymiarowe opakowanie kosmetyków mieści po 250 ml i kosztuje 58 zł w przypadku szamponu i 68 zł w przypadku odżywki. Miniatury, które otrzymałam zawierają po 50 ml


Clarena - Kawiorowy krem do biustu z efektem Push-up - po raz kolejny muszę pomarudzić - kosmetyki push-up do biustu to marketingowy trik niemający wiele wspólnego z rzeczywistością. Jeśli cokolwiek ma unieść i ujędrnić piersi, to jedynie skalpel dobrego chirurga plastycznego. Kosmetyk może co najwyżej delikatnie poprawić stan skóry. Nic ponadto, niestety. Krem zużyję, ale efektu nie zauważę, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Miniatura, którą znalazłam w pudełku mieści 30 ml. Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 200 ml kremu i kosztuje aż 76 zł. 


Sumita - Kredka do oczu - wyliczenie zawartości październikowego boxa zamyka miniatura (tak by przynajmniej wynikało z listy dołączonej do pudełka) kredki do oczu. Spośród dostępnych kolorów, trafiła mi się klasyczna czerń. Niestety, nie jest mi dane poznać składu produktu, a ten musi być naprawdę imponujący, skoro regularna cena kredki sięga aż 75 zł! Na pierwszy rzut oka kosmetyk zapowiada się dobrze - gładko sunie po skórze, a do tego błyskawicznie na niej zasycha nie pozostawiając smug. Liczę na pozytywną niespodziankę!

Październikowy box nie skradł mojego serca. Powiem więcej - zasmucił mnie mocno średnią zawartością. Poza kredką do oczu, wszystkie kosmetyki znaleźć można na drogeryjnych półkach (tych raczej nisko usytuowanych). Zdecydowanie zabrakło mi mocnego, organicznego akcentu w postaci dobrej jakości produktu do pielęgnacji twarzy lub ciała. Pomimo idei przewodniej, którą bardzo wspieram, pudełko uważam za nieudane. Liczę, że kolejne nie zawiedzie. 

Co sądzicie o październikowej edycji ShinyBox? Wszystkie informacje na temat subskrypcji znajdziecie TUTAJ


Podobne wpisy

5 komentarze

  1. Moim zdaniem bardzo fajna zawartość pudełeczka, choć wiadomo że mogłaby być lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pudełko gorsze niż we wrześniu ale jak dla nie tragedii nie ma. Kredkę do oczu uwielbiam - mam brąz i jestem strasznie zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłabym naprawdę niezadowolona gdyby kupiła to pudełko- kolor różu odstrasza, dobrze że chociaż kredka trafiła Ci się czarna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie jakoś te shiny nie porywają.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.