Styczniowe Glossy!

czwartek, 16 stycznia 2014



Rzut oka na zawartość styczniowego pudełka wywołał u mnie refleksję iście słowotwórczą - zamiast proponowanego hasła przewodniego:

GLOSSY OD-NOWA

proponowałabym drobną alokację akcentów:

GLOSSY O-RETY!

Styczniowy box zaskoczył mnie pod każdym możliwym względem. Zamiast tradycyjnego, różowego boxa, moim oczom ukazało się pudełko w niespecjalnie udanym odcieniu srebra metalik. Co więcej, na pięć produktów, które wydostałam z pokaźnej sterty czarnych ścinek, aż trzy (a na upartego cztery) znam i mam. Na tym nie koniec. Jedyny kosmetyk jakiego nie miałam wcześniej okazji poznać odstaje od produktów zawartych w pozostałych wariantach boxów do tego stopnia, że zastanawiam się, czy ekipa Glossy popełniła (przypuszczam że mało wybaczalny) błąd, czy też świadomie ustrzeliła sobie część subskrybentek


Domysły zawieszam do czasu podzielenia się z Wami zawartością styczniowego pudełka. Z boxa wyjęłam pięć kosmetyków, z czego trzy produkty pełnowymiarowe i dwie miniatury

PRODUKTY PEŁNOWYMIAROWE


Yasumi - Konjac Sponge - przygodę z gąbeczką konjac mam już za sobą. Swego czasu testowałam jej działanie - sprawowała się dobrze, ale niespecjalnie długo - na skutek leżakowania w wilgotnej łazience pokryła się pleśnią. Pozbywając się jej, postanowiłam nigdy więcej nie inwestować w wynalazki tego rodzaju. Niestety, Glossybox wyręczył mnie, dzięki czemu stałam się posiadaczką kolejnego egzemplarza. Zgodnie z ulotką dołączoną do boxa, gąbeczka kosztuje ok. 19 zł. Zamiast konjacowej gąbki nieporównywalnie bardziej życzyłabym sobie otrzymać choćby miniaturę porządnego produktu pielęgnacyjnego.

O rety!
 
(po raz pierwszy)


Pantene Pro-V - Nature Fusion Oil Therapy - na kolejną buteleczkę olejku do włosów na bazie silikonów spoglądam z nieskrywaną niechęcią. Wnętrze mojej kosmetycznej szuflady kryje co najmniej pięć pełnowymiarowych produktów tego rodzaju. Po mieszankę silikonów z niewielkim dodatkiem naturealnych olejków sięgam z rzadka - nie przepadam za długofalowym efektem przeciążenia i poczuciem oklejenia włosów. Plastikowe opakowanie mieści 100 ml upłynnionych silikonów z dodatkiem alkoholu i kosztuje ok. 21,99 zł. Jeśli wziąć w nawias producenta i skoncentrować się na składzie, zmuszona jestem stwierdzić, że to kolejny kosmetyk, który w swoich zbiorach już posiadam. 


O rety! 
(po raz drugi)


Renu - Lip and Eye Active Lift - obecność kosmetyku o działaniu wygładzającym i rozświetlającym okolice oczu i ust wywołała u mnie poważną konsternację. Wszystko z powodu ceny produktu - 144 zł za opakowanie mieszczące 25 ml oraz pobieżnego porównania z pozostałymi wariantami boxa zawierającymi, m.in.:

- Regenerum - regeneracyjne serum do ust (cena: ok. 15 zł)
- Lierac - próbka serum do twarzy lub Pat&Rub - próbka peelingu do ciała (wartość: ok. 40 zł)
- Bioliq - krem pod oczy (cena: ok. 16 zł)

Pełnowymiarowe opakowanie mleczka pielęgnacyjnego mogłoby być jedynym elementem styczniowego boxa - pozostałe kosmetyki, włącznie z tymi, które włożono do wariantów boxa A, C i D tracą przy nim na znaczeniu. Pobieżny, internetowy rekonesans pozwala stwierdzić, że kosmetyk ma wierne grono użytkowniczek, które doceniają jego działanie

Niestety, na opakowaniu nie znalazłam informacji na temat składu produktu. Nie spodziewam się, że jest ekologiczny, mam jednak nadzieję, że nie spowoduje podrażnienia delikatnej okolicy wokół oczu. Czas pokaże, póki co, nie pozostaje mi nic innego jak wyrazić zaskoczenie spowodowane dysproporcją wartości kosmetyków w poszczególnych wariantach boxa. 


O rety! 
(po raz trzeci)

MINIATURY


Lirene - Golden Charm - Magia złota na skórze - spora miniatura kremo-żelu do ciała z iskrzącymi drobinkami ucieszyłaby mnie gdyby nie fakt, że w ramach świątecznych życzeń od Laboratorium Dr Ireny Eris otrzymałam pełnowymiarowy egzemplarz, tyle tylko, że w wersji rubinowej. Jako że drobinki w znacznych ilościach toleruję niemal wyłącznie na paznokciach, po produktu tego rodzaju sięgam rzadko. Dwa egzemplarze, w jakich posiadanie weszłam, wystarczą mi na kilka kolejnych karnawałów. Miękka tubka mieści 75 ml balsamu. Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 200 ml błyskotek w kremie i kosztuje ok. 16,99 zł. 


O rety! 
(po raz czwarty)


Benefit - The POREfessional - miniatura kultowej bazy wygładzającej pod makijaż przez długi czas służyła za wabik zachęcający do zakupu styczniowego boxa. Udało się - nakład pudełek wysprzedał się w rekordowo krótkim czasie. Gdyby nie fakt, że od dłuższego czasu posiadam pełnowymiarowe opakowanie, mikro-tubka z kosmetykiem z pewnością by mnie ucieszyła. Produkt bardzo lubię, dlatego baza z pewnością się nie zmarnuje. Nie ukrywam jednak, że mając wybór, skłaniałabym się ku innemu kosmetykowi do makijażu. Miniatura, którą otrzymałam mieści 3 ml bazy. Pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 22 ml kosztuje ok. 149 zł.


O rety! 
(po raz piąty) 


Spośród wszystkich wariantów boxa, trafił mi się zdecydowanie najlepszy wkład. Pech chciał, że znaczną część kosmetyków znam i posiadam już w swoich zbiorach. Nie zmarnują się, rzecz jasna, ale o niespodziance i radości testowania nie może być mowy. Intryguje mnie wyłącznie koszmarnie drogi krem pod oczy - liczę, że w parze z ceną pójdzie równie wysoka jakość. Sumarycznie, wartość boxa oscyluje wokół 195 zł.

Skusiłyście się na styczniowe pudełko? Który wariant przyszło Wam testować? Co sądzicie o sporej dysproporcji pomiędzy wartością kosmetyków w poszczególnych boxach? 


Podobne wpisy

34 komentarze

  1. Mnie się podoba jedynie baza Benefit, no i ewentualnie kusić może krem pod oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. rozbieżności między wartościami pudełek rzeczywiście są duże, mnie trafił się wariant z regenerum, ale jestem zadowolona ze wszystkiego oprócz tego olejku Pantene

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też mam tą wersję, ale zastanawiam się nad tym kremem pod oczy, czy nie jest np. do cery starszej niż moja, czy przypadkiem nie zrobię sobie tym krzywdy.. :/

    OdpowiedzUsuń
  4. nie subskrybuję tych pudełek, ale miło znaleźć tu markę Lirene, jest też nowość Pantene, szkoda, że Benefit nie dał tej nowej bazy w sztyfcie. resztę przemilczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się (po raz kolejny), że nie zamówiłam :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Pudełko kusi mnie już od dłuższego czasu ale zawsze mam obawy przez wydaniem 5 dyszek w ciemno...no i jak widać obawy są uzasadnione...Lirene i Pantene to dla mnie nie jakieś luksusowe marki, po które nie mogłabym iść do zwykłej drogerii...

    OdpowiedzUsuń
  7. Cena nie zawsze idzie z jakością, o czym się przekonałam ostatnio używając serum do twarzy Neo Stem, które kosztuje około 59 funtów (jakieś 300zł), prawie, testowałam 2 miesiące, już jestem na wykończeniu i co? I nic, nie pomogło mi w niczym, a jeszcze żeby było śmieszniej to kilka dni temu odkryłam, że to właśnie to serum mnie zapycha (bo już podejrzewałam inne produkty), a teraz wiem, że to na 100% ono, także mały bubelek.
    Nigdy w Pl nie subskrybowałam tych pudełek, właśnie dlatego, że ciągle wszędzie czytałam, że są zazwyczaj kiepskie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet jak jesteś niezadowolona, lubię Cię czytać. :) W zasadzie próbka 3 ml próbki bazy nie jest niczym specjalnym, ale jako wabik im się udało. Natomiast olejki z lotnymi silikonami lubię, ucieszyłabym się z produktu Pantene, bo Mythic Oil z L'Oreal mi się skończył. Mimo rozczarowania pudełkiem - treść ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * wykreślić jedną próbkę, wkradł się błąd :D

      Usuń
  9. W sumie to szkoda, że trafiły Ci się same znajomo wyglądające kosmetyki ;/
    Zamiast zaskakiwać Glossy jest coraz bardziej przewidywalny ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten olejek Pantene mnie ciekawi :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no, szału nie ma. Ciągle czekam, żeby wykorzystać mój kod rabatowy na Glossy, ale z pudełkiem świątecznym się zagapiłam, a to, nawet gdyby było, zupełnie nie trafiłoby w mój gust :/

    OdpowiedzUsuń
  12. ooo w końcu jakiś porządny Glossy :) w końcu kosmetyki z wyższej półki (nie wszystkie ale zawsze coś) o których była mowa od początku

    OdpowiedzUsuń
  13. chciałabym ten olejek do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Poszaleli z tym drogim kremem. Myślę, że taka dysproporcja nie spodoba się subskrybentkom, które otrzymają "uboższe" wersje pudełka. Tak się nie robi!

    OdpowiedzUsuń
  15. Akurat to pudelko bardoz mi sie spodobalo, chetnie wszystko bym wyprobowala :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie napisane! :-)

    Ja się nie skusiłam, bo generalnie nie kupuję niespodzianek - na ogól i tak nic z nich specjalnie mnie nie zachwyciłoby - tak, jak tutaj. Wolę kupić sobie konkretną rzecz i... właśnie, gdybym dostała coś, co już mam i w dodatku się nie sprawdziło to też nie byłabym zachwycona...

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam czytać Twoje glossy-boxowe sprawozdania :) Szkoda tylko, że za każdym razem upewniam się w decyzji o niekupowaniu go...

    OdpowiedzUsuń
  18. najgorsze pudełko ever. powinni się postarać na Nowy Rok, a tu lipa. i to duża...

    OdpowiedzUsuń
  19. Fiu, fiu, powiało luksusem od tej gąbki Konjac i balsamu Lirene ;]

    OdpowiedzUsuń
  20. Niedługo pudełko przyjdzie i do mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Trafiłam dokładnie to samo pudełko. Gdybym ustrzeliła zamiast kremu pod oczy peeling, który już był w Glossyboxie w październiku 2012 roku, byłabym delikatnie mówiąc poirytowana... Niestety mistrz komunikacji na fb milczy na temat kwestii świeżości tego, co pakują do pudełek...

    OdpowiedzUsuń
  22. Czekałam aż ktoś pokaże zawartość. Na szczęście mnie nie powala, więc zaoszczędzę kilka złotych ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Tych kosmetyków nie poznałam na swojej skórze, więc pudło by mnie ucieszyło. No, może poza tym olejkiem z Pantene, nie próbowałam, ale jakoś nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
  24. Krem Renu jest niewątpliwie najlepszym elementem styczniowego boxa. Zastanawiam się, dlaczego firma, która miała wnieść powiew kosmetycznego luksusu, tak często sięga po drogeryjne specyfiki. Osoby, które trafiły na inne warianty pudełka, mogą być niezadowolone.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zrezygnowałam z subskrypcji i nie żałuję. Początki Glossy Boxa w Polsce były całkiem całkiem ale nie widzę najmniejszego sensu w dostawaniu próbek lub nawet całych produktów, które mogę kupić w pierwszej lepszej drogerii za kilkanaście złotych. Zamysł miał być taki żeby mieć okazję przetestować produkty z wyższej półki zanim wyda się na nie większą sumę pieniędzy a teraz to wszystko zeszło na bardzo niski poziom...

    OdpowiedzUsuń
  26. omatkoboska spray Pentene? W Glossy? Miałam ochotę zamówić sobie właśnie pudełko na styczeń, ale właśnie w polskim wydaniu, ale jak się okazuje dobrze, że tego nie zrobiłam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten box wcale nie jest taki zly:) Widzialam duzo gorszeee

    OdpowiedzUsuń
  28. Żaden kosmetyk nie trafia w moje upodobania.

    OdpowiedzUsuń
  29. Byłabym zadowolona z pudełka, ale tylko gdybym dostała ten wariant co Ty. W innym przypadku byłabym wściekła oglądając w internecie zdjęcia innych wariantów. Nie, żebym była pazerna, ale taka dysproporcja jest bardzo nie fajna. Powinny być różne warianty, ale mniej więcej w tej samej cenie. Moim zdaniem Glossy strzeliło sobie w stopę z początkiem roku.

    OdpowiedzUsuń
  30. O rety! ;)
    Nie znalazłam niczego dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  31. mam ten krem pod oczy i na okolice tez z glossy bardzo dobry jest :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.