Strawberry fields forever 2,5 months! + DIY

niedziela, 17 lutego 2013


UWAGA!

W treści notki znajdziecie przepis na truskawkowy krem autorstwa Smyka. Te z Was, które w związku z recenzją rozważały napad rabunkowy, proszone są o ponowną lekturę! :)


Druga z nader przychylnych, weekendowych recenzji dotyczy kremu do twarzy marki Fridge, który znalazłam pod bożonarodzeniowym drzewkiem obok karteczki opatrzonej moim imieniem. Strawberry bloom marzył mi się od dawna - kto nie miałby ochoty na naturalną, truskawkową pielęgnację w środku zimy? :)
Krem znajduje się w czarnym, masywnym, szklanym słoiczku zamykanym od góry na plastikową zakrętkę. Zamiast klasycznej naklejki, na przedzie opakowania umieszczono materiałową metkę z nazwą marki i numerem kremu. Z drugiej strony widnieje skład, zaś zaraz obok, naklejka z odręcznie napisaną datą produkcji kosmetyku. Uroczy czarno-różowy design dopełnia kryształek Swarovskiego zawieszony na srebrnej nitce oplatającej słoiczek. Czy można wyobrazić sobie ładniejsze opakowanie kosmetyku? Wątpię! :)
Krem przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry twarzy, zwłaszcza tej, która boryka się z wiotczeniem i problemami z funkcjonowaniem bariery lipidowej. Z uwagi na ultra-naturalne dodatki, kosmetyk to istna bomba witamin dla zmęczonej, poszarzałej cery. W stosunkowo krótkim składzie prym wiedzie tłoczony na zimno olej z truskawek, olej słonecznikowy, olej ryżowy, masło shea, masło kakaowe i wyciąg z grejpfruta. Bez konserwantów, bez sztucznych dodatków, bez zbędnych, syntetycznych zapychaczy. 

SKŁADAqua, Fragaria Ananassa (Strawberry) Seed Oil, Glycerin, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Helianhus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Panthenol, Glyceryl Stearate, Oryza Sativa  Bran Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Theobroma Cacao Seed Butter, Xantan Gum
W przypadku  wszystkich produktów Fridge (z wyjątkiem balsamu do ust), docelowym miejscem ich przechowywania jest lodówka. Zgodnie z filozofią marki, świeżość składników zapewnia najlepsze rezultaty pielęgnacyjne, dlatego kremy, podobno jako jedyne na świecie, nie zawierają żadnej substancji syntetycznej ani alkoholu. Wymusza to nie tylko wspomniane, specyficzne warunki przechowywania, ale i niezwykle krótki okres ważności, który w przypadku Strawberry bloom wynosi zaledwie 2,5 miesiąca. Niezużyty w tym czasie kosmetyk należy wyrzucić, istnieje bowiem ryzyko, że przyniesie skórze więcej strat niż korzyści.
Kosmetyk ma postać błyszczącego, puchatego kremu w idealnie białym kolorze. Pomimo sporej zawartości olejów i maseł, produkt zachowuje lekką konsystencję. Jego zapach przywołuje najsłodsze, truskawkowe skojarzenia - mocno owocowe nuty bez grama sztuczności to prawdziwa radość dla spragnionych letnich wrażeń zmysłów :) 
Strwaberry bloom nakładałam każdego ranka i wieczora na uprzednio oczyszczoną skórę twarzy. Pomimo bardzo wysokiej ceny i niskiej, jak na krem do twarzy, pojemności, kosmetyk nakładałam hojnie - w końcu raz się żyje! Zimny, świeżo wyjęty z lodówki krem okazał się idealnym, porannym cucicielem - w połączeniu z intensywnie truskawkowym zapachem niezawodnie wprawiał mnie i moją skórę w dobry nastrój. 
Rezultatów stosowania truskawkowego kremu nie sposób porównać do działania jakiegokolwiek stosowanego przeze mnie kosmetyku pielęgnacyjnego. Nic nie zapewniło mi dotychczas podobnego stopnia nawilżenia, odżywienia i komfortu miękkiej, zadbanej skóry. Nie wiem, czy sekret tkwi w kombinacji naturalnych składników bez grama chemii, czy też w jakości wynikającej z ich uprawy* - niezależnie od przyczyny, efekt zachwycił mnie bez reszty.

* marka szczyci się ekologicznym pochodzeniem wszystkich swoich roślinnych komponentów. Co więcej, część z nich uprawiana jest w specjalnie przygotowanej, pochodzącej z XIII wieku plantacji Starzyński Dwór.
Skład wydaje się bardzo prosty, toteż naturalnie zastanawiam się nad próbą jego odtworzenia domowym sposobem. Każdy z komponentów dostępny jest w internecie, może nie w tak ekstremalnie ekologicznej postaci, ale jednak. Wszystkie kosmetyczne alchemiczki proszę o komentarz - może wspólnymi siłami uda nam się stworzyć podobną recepturę :)

------------------------------------------------------------

Przepis na truskawkowy krem według receptury Smyka
Dziękuję, Kochana, jesteś niezawodna! :)

Po przeanalizowaniu składu: Cetearyl Olivate niestety nie znalazłam w naszych sklepach z półproduktami, znalazłam natomiast inny emulgator SLP o świetnym składzie (m.in. w środku Sorbitan Laurate), więc można śmiało podmieniać :))

Oleje: truskawkowy, słonecznikowy, arganowy; masło shea i masło kakaowe

Dodatki: gliceryna, Vit B5, ekstrakt z soku granatu, który ma bardzo zbliżone właściwości do grapefruita (ekstrakt z nasion grapefruita dostępny w sklepie Zielony Klub, ale w stosunku do pozostałych półproduktów jest bardzo drogi, bo aż 18,45 PLN za 10ml. Do kupienia TUTAJ)

Emulgator: SLP

Stabilizator: guma ksantanowa

Z surowców: Glyceryl Stearate, Oryza Sativa Bran Oil można śmiało rezygnować – są komedogenne.

Bazowałam na dopuszczalnych stężeniach poszczególnych surowców:

Faza olejowa

SLP 3,00g - 2,46 %
Olej z pestek truskawek 14,00ml – 11,57%
Olej słonecznikowy 5,00ml - 4,10%
Olej arganowy 5,00ml - 4,10%
Masło kakaowe 2,50g – 2,07%
Masło shea 2,50 g – 2,07%

Faza wodna

Woda destylowana 69,00ml - 56,56%
Vit B5 5,00ml - 4,10%
Gliceryna 10,00ml - 8,20%
Ekstrakt z soku z granatu 5,00ml - 4,10%

Stabilizator 

Guma ksantanowa (dodajemy partiami – odrobina na końcówce noża - po kilku minutach intensywnego mieszania, do uzyskania wymaganej konsystencji. UWAGA! Krem zgęstnieje po około godzinie, więc z dodawaniem gumy nie należy przesadzać :-) )

Sposób wykonania kremu O/W znajdziecie TUTAJ
Wartość kremu to 11,98 PLN. Za całość z przesyłką zapłacimy 76,53 PLN - wystarczy na dwa kremy (z uwagi na ilość ekstraktu z granatu, jednak jeśli kupimy większe opakowanie – 30g – zapłacimy tylko 5,00 PLN więcej, wówczas starczy produktów na trzy kremy :-))

Strawberry bloom to jedno z tych kosmetycznych doświadczeń, które ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że naturalna pielęgnacja to najlepszy sposób dbania o dobrą kondycję skóry. Nie mam ochoty patrzeć nawet na drogeryjne, pełne chemii kremy - marzy mi się kolejny słoiczek truskawkowego panaceum. A później jeszcze jeden, i kolejny... 

Rekomenduję z całych sił! Gdybyście przypadkiem wygrały milion w totka albo obrabowały bank, pamiętajcie, kto polecił Wam ten kosmetyk :)

- pojemność: 30 ml 
- cena: (uwaga!) 290 zł
- dostępność: sklep internetowy producenta (KLIK)

Podobne wpisy

105 komentarze

  1. Oj, ale cena :D jak kiedyś zostanę milionerką (a to już niedługo :P) to z chęcią kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź dla mnie wtedy mały karton kremów :)

      Usuń
    2. dobrze, będę pamiętać o Tobie ;D

      Usuń
  2. Oj tak, kosmetyki marki fridge zdecydowanie kuszą, szkoda,że ceny aż tak wysokie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawdopodobnie wysokie! Szkoda, bo kosmetyki są rewelacyjne, niewiele osób ma jednak sposobność tego doświadczyć :/

      Usuń
  3. cena mnie zabiła :P za to opis zapachu brzmi wyjątkowo zachęcająco - tylko skład mi nie podchodzi bo bardzo się nie lubimy z masłem shea, ale jak już zdobędziesz recepturę jak to cudo zrobić domowym sposobem (i bez masła :P ) to Ci rozrzucę kwiecie pod stopami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam, aż Smyk przeczyta notkę i doda komentarz z pełną, gotową recepturą :D

      Usuń
  4. Cena kosmiczne! Ale samo opakowanie jest świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ciągle kusi peeling, który był w Kissboxie, ale te ceny hm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peeling spoko, ale maska pomaranczowa - OMG! Dałabym się za nią pokroić :)

      Usuń
  6. Cena zawaliła mnie z nóg :D ale za działanie warto czasem zapłacić więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prezentuje się bosk ale cena już odpada ;( mee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, czemu to co dobre TYLE kosztuje? To dziejowa niesprawiedliwość :(

      Usuń
  8. O kurczę, kobiety, piszcie gdzie dostać składniki, bo zapragnęłam tego kremu, a za dużo jak na mój portfel kosztuje. ;)
    Niecierpku, zazdroszczę tego magicznego specyfiku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy da się go odtworzyć w domowym zaciszu, to by było coś... :)

      Usuń
    2. Haha, jak mi Smyk pomoże, to czemu nie? :)

      Usuń
    3. Czyli niebawem zabieramy się do roboty. Smyku, już tutaj dziękuję! :)

      Usuń
  9. Cena zniechęca nawet za bardzo dobry produkt :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tej marki nie znam w ogóle.
    Przyznaję jednak, że wszystko co napisałaś o tym kremie brzmi cudownie.
    No i to opakowanie - robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marka ma genialne kosmetyki w zaporowych cenach - to tak w największym skrócie :]

      Usuń
  11. Byłam bardzo ciekawa czy jest tak wspaniały jak mi się wydawało...niestety..jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, przykro mi, że Cię rozczarowałam :)

      Usuń
  12. Cena szalona, ale jeśli jest skuteczny.. tylko ten zapach.. nie lubię truskawkowego czegokolwiek (oprócz świeżej truskawki ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest zapach świeżych truskawek... :]

      Usuń
  13. Słyszałam o tych kosmetykach, świetny pomysł, ale niestety tylko dla posiadaczek nadmiaru gotówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy jeszcze nie trzymałam kosmetyków w lodówce ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. kurcze .... 290zł :/ gdyby nie fakt, że krem jest ważny tylko 2,5 miesiąca to może i byłabym skłonna tyle za niego zapłacić, ale w tym przypadku nigdy w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdybym poczuła ten zapach to zapewne najpierw chciałabym go zjeść :)
    Na temat ceny wszystko chyba zostało powiedziane,tym bardziej że pojemniczek jest nieduży. Sądzę,że ten błyszczący drobiazg doczepiony do słoiczka ma wpływ na jej wysokość.
    Jeśli lubisz tego typu kosmetyki to polecam zajrzeć na stronę HappyMoreSkin. Również produkują naturalne kosmetyki,w Polsce. Ceny nieco niższe. Można otrzymać próbki aby zapoznać się z kosmetykami i ewentualnie podjąć decyzję co do zakupu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę sprawdzić czy wczoraj nie wygrałam ;-) a tak poważnie to u mnie zaraz naczynka by popękały po kremie z lodówki :-/

    OdpowiedzUsuń
  18. marzy mi się ta truskaweczka:) nie musi być z tym kryształkiem, może wtedy byłoby taniej :d

    OdpowiedzUsuń
  19. kiedy bede duza i bogata to kupie sobie, a co ;-)
    a tak serio to rowniez czekam na odzew blogerek znajacych sie na rzeczy i na jakiegos posta Fridge DIY :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Design tego kosmetyku przemawia do mnie niesamowicie!

    OdpowiedzUsuń
  21. Oglądałam kiedyś program o tej firmie i kosmetykach, które produkują. Fakt, są one świetnej jakości i dla naszej skóry będą idealne, ale cena jest bardzo wygórowana. Choć nie ukrywam, że gdybym miała na zbyciu 290 zł, to skusiłabym się na ten krem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Cena powala, ale opakowanie bardzo fajne;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdzie Ty wyszukujesz takie perełki? bardzo skusiłaś tym postem! i opakowanie i skład , rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  24. od bardzo dawna chodze kolo tych kosmetykow i wciaz sie nad nimi zastanawiam - zachecilas mnie mocno.

    OdpowiedzUsuń
  25. cena jest zabójcza, ale przynajmniej adekwatna do jakości! samo opakowanie dowodzi, że to luksusowy produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ah tyle o nim dobrego słyszałam, a nadal nie staniał :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Po Twojej recenzji byłam gotowa zakupić ten krem, jednak cena ostatecznie mnie odstraszyła. Ale co tu dużo ukrywać, za jakościowo świetny kosmetyk trzeba odpowiednio zapłacić, a jeżli jeszcze pięlęgnacja przy jego użyciu sprawdza się w 100% to zapewne jest tej ceny wart :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dobrze, że cena na końcu, bo bym chyba nie czytała;)
    Skład przyjazny i prosty, niemniej jednak cena selektywna, a marka taka nie jest. Opakowanie przyjemne, działanie widzę, że Ci bardzo podeszło ale..........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, to bodaj najbardziej selektywna marka, jaką znam... :)

      Usuń
    2. To mój skrót myślowy- w sensie, stosunkowo nowa, składniki klasyczne. Do marki nic nie mam i pomysł biznesowy jak najbardziej udany, ale cena jest nieadekwatna. Będzie promocja- dawaj cynk;)

      Usuń
  29. Cena powalająca ale tak mnie zachęciłaś, że chyba zaraz lecę obrabować jakiś bank ; )

    OdpowiedzUsuń
  30. Przy cenie lekko mnie przyćmiło ale jak wróciłam do tego cudownego opakowania i wyobraziłam zapach to już mi lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  31. bardzo mnie zachęciłaś zdjęciami jak i opisem, ale jak spojrzałam na cenę to mnie odrzuciło..:/

    OdpowiedzUsuń
  32. :)
    Nie wiem, czy uda mi się stworzyć coś podobnego :)

    Po przeanalizowaniu składu: Cetearyl Olivate niestety nie znalazłam w naszych sklepach z półproduktami, znalazłam natomiast inny emulgator SLP o świetnym składzie (m.in. w środku Sorbitan Olivate), więc można śmiało podmieniać :))

    Oleje: truskawkowy, słonecznikowy, arganowy; masło shea i masło kakaowe

    Dodatki: gliceryna, Vit B5, ekstrakt z soku granatu, który ma bardzo zbliżone właściwości do grapefruita (ekstrakt z nasion grapefruita dostępny w sklepie Zielony Klub, ale - w stosunku do pozostałych półproduktów - jest bardzo drogi, bo aż 18,45 PLN za 10ml. Do kupienia tu)

    Emulgator: SLP

    Stabilizator: guma ksantanowa

    Z surowców: Glyceryl Stearate, Oryza Sativa Bran Oil można śmiało rezygnować – są komedogenne.

    Bazowałam na dopuszczalnych stężeniach poszczególnych surowców:

    Faza Olejowa

    SLP 3,00g - 2,46 %
    Olej z pestek truskawek 14,00ml – 11,57%
    Olej słonecznikowy 5,00ml - 4,10%
    Olej arganowy 5,00ml - 4,10%
    Masło kakaowe 2,50g – 2,07%
    Masło shea 2,50 g – 2,07%

    Faza wodna

    Woda destylowana 69,00ml - 56,56%
    Vit B5 5,00ml - 4,10%
    Gliceryna 10,00ml - 8,20%
    Ekstrakt z soku z granatu 5,00ml - 4,10%

    Stabilizator

    Guma ksantanowa (Dodajemy partiami – odrobina na końcówce noża - po kilku minutach intensywnego mieszania, do uzyskania wymaganej konsystencji. UWAGA! Krem zgęstnieje po około godzinie, więc z dodawaniem gumy nie należy przesadzać :-) )

    Sposób wykonania kremu O/W znajdziecie u mnie (audycja zawiera lokowanie produktu ;-) )

    Poniżej małe zestawienie :)

    1. Produkt 2. Ilość 3. Cena 4. Jaki procent pełnego opakowania stanowi wykorzystana do produkcji ilość 5. Cena za wykorzystaną ilość

    SLP 30,00g 3,99 PLN 10,00% 0,40 PLN
    Olej z pestek truskawek 50,00g 3,99 PLN 28,00% 1,12 PLN
    Olej słonecznikowy 30,00g 4,50 PLN 16,66% 0,75 PLN
    Olej arganowy 15,00g 9,50 PLN 33,33% 3,17 PLN
    Masło kakaowe 40,00g 8,64 PLN 6,25% 0,54 PLN
    Masło shea 40,00g 7,74 PLN 6,25% 0,48 PLN
    Faza wodna
    Woda destylowana 200,00g 3,00 PLN 34,50% 1,04 PLN
    Vit B5 34,00g 10,90 PLN 14,70% 1,60 PLN
    Gliceryna 60,00g 3,99 PLN 16,66% 0,66 PLN
    Ekstrakt z soku z granatu 10,00g 4,19 PLN 50,00% 2,10 PLN
    Stabilizator
    Guma ksantanowa 10,00g 4,09 PLN 3,00% 0,12 PLN
    RAZEM 64,53 PLN 11,98 PLN
    76,53 PLN

    Zatem wartość kremu to 11,98 PLN :-)
    Za całość z przesyłką zapłacimy 76,53 PLN :-) Starczy na dwa kremy (z uwagi na ilość ekstraktu z granatu, jednak jeśli kupimy większe opakowanie – 30g – zapłacimy tylko 5,00 PLN więcej, wówczas starczy produktów na trzy kremy :-))

    No i voila!
    Sama wypróbuję ten przepis, jest na tę chwilę czysto hipotetyczny.
    Jednak myślę, że wszystko powinno być ok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozwaliło mi formatowanie HTML, strony są po adresie niecierpkowego bloga ;)

      Usuń
    2. Smyku, jesteś genialna!!!!!!! Wrzucam Twój komentarz w treść notki, niech więcej osób skorzysta!

      Usuń
    3. Czekam na relację z tworzenia kremu, bo sama z chęcią bym taki zrobiła :)

      Usuń
    4. OMG, dziewczyny to zapraszam na mojego bloga za chwilę, bo muszę to zrelacjonować:P Dzięki Smyku!

      Usuń
    5. niecierpku, popełniłam błąd w nazwie składnika SLP, zamiast Sorbitan Olivate, powinno być Sorbitan Laurate :)

      Usuń
  33. Jejku co za cena... ale za selektywną markę tyle trzeba zapłacić:P

    OdpowiedzUsuń
  34. O nie! Cena zupełnie mnie zniechęciła! Ale jeśli faktycznie uda Ci się odtworzyć choć w 70% krem, napisz, proszę o tym :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Widziała w telewizji reportaż o tej firmie i byłam zachwycona kosmetykami :) Niestety cena nie zachwyca i chyba jeszcze długo nie będę mogła sobie pozwolić na tak drogi krem do twarzy...

    OdpowiedzUsuń
  36. Można zrobić podobny, ale jakość na pewno będzie niższa, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie wszystkie sklepy oferujace półprodukty mają je takiej samej, DOBREJ, jakości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety diabeł tkwi w szczegółach. Dlatego też trzymam się gotowców.

      Usuń
  37. Cena zabija, ale opis działania mocno zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Znam te kremy wyłącznie z ich wysokiej ceny ;) No cóż, może kiedyś ;-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Co za cena! Ale pudełeczko jest śliczne. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. jak ktoś zrobi ten specyfik za te 12 zł (ok, 15-17 z prowizją :D) to się piszę!!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przemyśleniu wyciągam podobny wniosek :D

      Usuń
    2. To cena jednego słoiczka, półprodukty trzeba, niestety, kupić większych pojemnościach, co zwiększa cenę, ale nadal jest opłacalne.

      Usuń
  41. Mam za sobą próbę odwzorowania aromaesencji Decleora, niestety przy pierwszej próbie poległam. Stwierdziłam, że nie ma to sensu i późniejsze doświadczenia z półproduktami, kosmetykami samorobionymi odpuściłam sobie. Czuję różnicę nawet przy mydłach. Dlatego wychodzę z założenia, że gdyby to było tak realne do przełożenia na codzienny grunt, to jaki byłby sens dalszych prac w laboratoriach?

    Sama poszłam w kierunku marek związanych z medycyną estetyczną i choć byłam bardzo nieufna to widzę działanie oraz efekty. Przy tym zostanę ale miło było przeczytać to jako ciekawostkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uważam, że czasem można zrobić nawet lepsze mazidła, niż te, które kupujemy już gotowe. Nie trzeba powielać składu w 100%, można go ulepszyć, a etykieta naszego ulubieńca posłuży wówczas za wzór. Wiadomo, że nie odtworzymy całkowicie zawartości % danego surowca, ale można - na bazie INCI - dostosować ilości do całej receptury. Akurat w przypadku kosmetyków tak jak Pat&Rub, Lush czy powyższy, przełożenie na codzienny grunt nie jest takie trudne. Najwyższy priorytet w przypadku producentów kosmetyków ma zawsze cena. Poza tym 99% surowców pochodzi z Chin, ich jakość jest bardzo zbliżona. Dlatego jestem bardzo sceptycznie nastawiona do kosmetyków wysokopółkowych, wszyscy kupują z tego samego źródła, tylko niektórzy mają lepszy PR :) No i pomysł na biznes :) Bo taka, powiedzmy, Bielenda, mogłaby osiągnąć podobny status co np. Phenome, wystarczy tylko pozostać przy samych nieszkodliwych składnikach. Jakość byłaby wówczas identyczna :) Tak samo sytuacja wygląda z mazidłami samorobionymi.

      Usuń
    2. Wiesz, jeżeli Tobie one pasują i jesteś z nich zadowolona to super :)
      Sama pozostanę przy gotowcach, nawet jeżeli płacę za firmę to mam do niej dużo większe zaufanie niż do samorobionych produktów. Już nie wspominając o ew. odczynie alergicznym itd.
      Gdyby przygotowanie kosmetyku czy jakiegokolwiek innego produktu było takie proste, to każdy by mógł to zrobić, prawda? Tymczasem na to składa się cała masa czynników.

      99% surowców pochodzi z Chin, dysponujesz danymi które to obrazują?

      Przytoczyłaś trochę niezbyt fortunne porównanie Bielendy do Phenome, bo nawet gdyby Bielendę pozbawić niepotrzebnych składników to daleko byłoby do Phenome. Mam okazję używać kosmetyków Phenome i pomimo wielu zarzutów jakie mam do tej firmy, to niestety ale dobrze wiedzą w jakim kierunku podążają :)

      Nie odtworzysz receptury na bazie INCI, nie ma takiej siły sprawczej no chyba, że znasz kogoś, kto sprzeda Ci całą formulację.

      Do Lush'a chciało/chce zbliżyć się wiele nie tyle firm, co ludzi bo miałam okazję próbować i niestety, to nie jest takie proste.

      Usuń
    3. Myślę, że nie jestem jedyna :)
      Do niczego też nie nakłaniam – wyrażam swoją opinię, podobnie jak Ty, a wyczuwam lekką nutę złośliwości :)

      Nie generalizuję, że wszystkie produkty można przerobić na swoją modłę, acz uważam, że wiele można w jakimś stopniu odtworzyć. I w jakimś stopniu jest tu kluczowe - powtórzę raz jeszcze co napisałam powyżej: wiadomo, że nie odtworzymy całkowicie zawartości % danego surowca, ale można - na bazie INCI - dostosować ilości do całej receptury. Dostosować ilości, nie odtworzyć recepturę. Nie pisałam nic takiego, więc nie rozumiem zarzutu.

      Widzisz - ja uważam, że ta masa czynników, to po prostu ułatwienie dla konsumenta :) Żeby zrobić kosmetyk własnoręcznie, potrzebne są odpowiednie utensylia, półprodukty, wiedza, czas. Dochodzą nieudane próby, wpływ na naszą skórę, uczulenia, o których wspomniałaś itd. W przypadku kosmetyków samorobionych jesteśmy po prostu królikami doświadczalnymi. Jedni są w stanie to zaakceptować i dążyć do „doskonałości”, inni zrażą się po jednej próbie. Dużo łatwiej jest kupić gotowca, który wcześniej został przebadany i mamy zapewnienie producenta, że krzywdy nam nie wyrządzi. W rzeczywistości różnie bywa.

      Jakikolwiek inny produkt trudniej wyprodukować - z samochodem byłoby więcej zachodu. Nawet z lalką Barbie byłoby więcej zachodu. Tymczasem dzięki Internetowi mamy dostęp do surowców kosmetycznych wykorzystywanych w produkcji masowej i dlatego nie jest to już tak skomplikowane. I niszowe. Kiedyś trudno było się tym zajmować. Argument pt. gdyby było proste, każdy mógłby do mnie nie trafia – bo nie wystarczy zakup kilku surowców. Na to składa się więcej czynników, tak jak na produkcję masową.

      Faktem jest, że zwykły szarak nie posiada wszystkich laboratoryjnych sprzętów umożliwiających stworzenie produktu o laboratoryjnej jakości i to moim zdaniem przemawia za produktami drogeryjnymi. Bo – choć napisałam, że można zrobić nawet lepsze mazidła, to znalazło się tam słowo – klucz: „czasem” :)

      Z 99% może przesadziłam, ale jest to lwia część. Niestety. Może kiedyś będzie okazja, to z chęcią wymienię z Tobą poglądy face 2 face.

      Z Bielendą może to faktycznie niefortunne porównanie, ale takie Bandi mogłoby sobie nieźle poradzić. Co do kierunku podążania Phenome, toteż właśnie napisałam :) Trzeba mieć dobry PR i… pomysł na biznes :) Można zrezygnować z pewnych rzeczy, by stworzyć markę selektywną i pożądaną.

      O ile składy są proste, to uważam, że próby stworzenia podobnego kosmetyku mogą być udane. Akurat w przypadku Lusha, myślę, że wiele kosmetyków można „podrobić”. Co nie oznacza, że będą odtworzone. Jednym mogą bardziej pasować pierwowzory, inni powiedzą, że Lush jest niepodrabialny.

      I na tym chyba powinno to polegać. Nie ma sensu przekonywać się na siłę, każda z nas ma swoje racje i doświadczenia. Mi osobiście pasują kosmetyki samorobione. Ale nie oznacza to, że całkowicie zrezygnuję z gotowych. Np. kremy wolę kupować, nie ze względu na obawy co do jakości, a z powodu mojego lenistwa i słomianego zapału :) Wolę przetopić sobie kilka maseł i olejków i zrobić z tego balsam w kostce.

      I to tyle ode mnie :)

      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Doskonale wiem, że jest duża grupa zwolenników tego typu kosmetyków i nic nie mam do tego. Każdy używa/robi to, co uważa za słuszne.
      Nie popadajmy w paranoję, ponieważ nie wiem, w którym momencie wyczułaś lekką nutkę złośliwości? Czy racjonalne podejście do tematu jest nacechowane złośliwością? Nie sądzę.

      Odtworzenie receptury na bazie INCI nie jest dla Ciebie równoznaczne z dostosowaniem ilości? Bo dla mnie tak, to jest logiczne i wynika samo z siebie. Dlatego ja tutaj nie widzę różnicy, zmieniamy tylko określenie. Nic poza tym.


      Dla mnie odtworzenie receptury nie jest takie proste jakby mogłoby się wydawać i wystarczy wziąć pod uwagę, że jest kilka podstawowych wytycznych, które podaje każdy podręcznik a mianowicie: tolerancję i wpływ na skórę podłoża, przenikanie przez skórę, zgodność ze składnikiem aktywnym oraz biodostępność składnika aktywnego. I choć można sugerować się składnikami aktywnymi lub ich mieszanką, to pytanie brzmi, na ile posiadasz wiedzy na temat właściwości fizykochemicznych? Bo to jest ważne.

      Sama nie jestem chemikiem ani w żaden sposób nie jestem powiązana zawodowo z tą działką, bazuję na literaturze i pewnych próbach. O ile od czasu do czasu gotowe zestawy z BU czy innego sklepu wchodzą w grę, to unikam pielęgnacji twarzy, która narobiła mi większego bałaganu niż pożytku. Mam bardzo fajną i mądrą dermatolog, z którą mogę zawsze omówić różne tematy.

      Surowce może każdy kupić, bo to żadna filozofia z obecnym dostępem. Pytanie raczej brzmi, jaką wiedzę ten ktoś posiada i czy faktycznie możemy stawiać tego typu produkty na równi z innymi? Bo jaki byłby wtedy sens pracy całej rzeszy ludzi w laboratoriach i nie tylko?

      Poruszyłaś temat pochodzenia surowców, więc dokończ to, bo urywasz to „Z 99% może przesadziłam, ale jest to lwia część. Niestety. Może kiedyś będzie okazja, to z chęcią wymienię z Tobą poglądy face 2 face.”
      A założę się, że więcej osób chciałoby przeczytać o konkretach. Posiadasz taką wiedzę, podziel się nią. Wystarczy link do publikacji, bo przecież skądś masz taką informację, prawda?

      Phenome może i ma dobry PR, podobnie jak P&R a mimo wszystko jest pomiędzy nimi ogromna różnica. Czuje się to podczas używania. Wezmę pod uwagę choćby cukrowe peelingi do ciała, Phenome stworzyła produkt niemalże doskonały w moim odczuciu. Druga sprawa, peeling enzymatyczny. Niby taka niepozorna sprawa, a trudno jest na rynku do tego typu produkt.

      Najważniejsze to nie zatracić racjonalnej oceny i trzymać się świadomego wyboru, który nie jest zmanipulowany.


      Miłego dnia :)

      Usuń
    5. Tak, mój błąd. Niepotrzebnie i zbyt impulsywnie poruszałam temat pochodzenia. Moja wiedza wynika z doświadczenia zawodowego. Nie musisz mi wierzyć, a ja nie będę Ci tego udowadniać. Właściwie - nie mogę Ci tego udowodnić. Nie z powodu nieistniejących, wyssanych z palca faktów. Zakładasz, że to zmyśliłam, więc niech i tak zostanie. Napisałam, że mogę z Tobą ten temat omówić w cztery oczy i jest tego jakiś powód. Oczywiście, mea culpa - niepotrzebnie poruszałam temat. Na szczęście - póki co - jesteś jedyną osobą, która ciągnie mnie za język. Jeśli pojawią się kolejne, odpowiem tak samo - możemy omówić temat na żywo. Zbyt pochopnie publicznie wypowiedziałam się w tym temacie.

      Tak, być może jestem przewrażliwiona. Najwyraźniej racjonalizm odczytuję jak agresję.

      Dalszą dyskusję uważam za bezcelową, bo przerodzi się w przepychanki, a tego chcę uniknąć. Na tę chwilę jesteś jedyną zainteresowaną, więc myślę, że możemy tę rozmowę dokończyć podczas rozmowy, chociażby na facebookowym czacie.

      Usuń
    6. "możemy tę rozmowę dokończyć podczas rozmowy" - nooo, jestem prawdziwym mistrzem pióra ;) W każdym razie wiesz o co mi chodzi. A jeszcze odnośnie Twojej odpowiedzi - w ogromnej części się z Tobą zgadzam i właściwie podobną opinię wyraziłam w komentarzu, do którego się odniosłaś.

      Usuń
    7. Moim zdaniem obie macie rację - nie da się w pełni odtworzyć receptury kremu, co nie znaczy, że nie warto eksperymentować w domowym zaciszu i testować kosmetyki samorobione. Ja na truskawkową alternatywę na pewno się skuszę, a nuż okaże się równie dobra? :)

      Usuń
    8. Smyku, tak na zakończenie, bo ja też aktualnie mam inne problemy na głowie, ale nie lubię pozostawiać pewnej dozy niedopowiedzenia.

      Nigdzie nie napisałam i nawet przez myśl mi nie przeszło, ze zmyśliłaś informację o pochodzeniu surowców. Sama siedzę w tym temacie dość długo, by orientuję się jak różne są źródła. Uważam tylko, że dobrze jest podkreślić tę informację, szczególnie dla osób, którym się wydaje, że im taniej tym lepiej lub obojętnie gdzie. Zdecydowanie lepiej stawiać na sprawdzone miejsca.

      Zdaję sobie sprawę, że moje racjonalne podejście może być różnie odebrane, to jest niedoskonałość słowa pisanego, lecz taka moja uroda: D Dla mnie liczy się konkret.

      Dlatego też obce są mi przepychanki czy prowokacje, cenię sobie dobry dialog, który akurat miał tutaj miejsce i jeżeli czas oraz okoliczności pozwolą możemy do tego tematu wrócić.

      Usuń
  42. Truskawki uwielbiam :) Krem bardzo drogi, niby można go samemu zrobić, ale uważam, że to już nie będzie to samo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie będzie, jednak zawsze to coś :)

      Usuń
  43. Hmm... chętnie skusiłabym się na tą markę.
    I chyba skuszę się na zakup próbek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbki też miałam i uważam, że to fajna opcja poznania oferty marki :)

      Usuń
  44. Naoglądałam się jak Szusz nad nim piała :D nie powiem, nie pogardziłabym, ale za takie pieniądze..? Poczekam aż będą świeże truskawki i zrobię sobie maseczkę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie to samo, ale maseczką też nie pogardzę :)

      Usuń
  45. Tak nie można! Narobiłaś mi na niego takiego smaka, a później schlastałaś mnie ceną :P Liczę na to że Smyk zacznie produkować masowo i wtedy będę mogła skosztować tej cudownej receptury ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, mnie ta cena też powala...

      Usuń
  46. świetna recenzja, bardzo przyjemnie się Ciebie czyta. Każdego dnia czekam z niecierpliwością na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, to fantastyczne czytać takie słowa!

      Usuń
  47. Rewelacja!!
    Dziękuję Ci za te odnośniki, za te drobiazgowo spisane i podane wartości - jestem pełna uznania i podziwu, że chciało Ci się to wszystko tak wygodnie zestawić [zainteresowałam się tym kremem i myślałam, że będę musiała wszystkiego szukać na piechotę... i weź tu, człowieku, walcz z własnym leniem^^].

    Dziękuję również Smykałce :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko dzieło Smyka, Zajączku!

      Usuń
  48. super kremik:)zahcecilad mnie:)a recenzja pełna profeska:)jesteś moim odkryciem roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję za przemiły komentarz!

      Usuń
  49. Jesteś mi dłużna za lekarza:)! Narobiłaś mi smaczku, zachęciłaś do tego kremu, niemal poczułam jego zapach choć mieszał się on mocno z aromatem mocno zmrożonego i świeżo wymieszanego blenderem jogurtu malinowego...Potem zobaczyłam cenę i opadła mi kopara i długo siedziałam w ciszy.....nadal nie mogę się pozbierać...

    OdpowiedzUsuń
  50. cena kremu jest szalona! działanie świetne, ale poczekam aż będę bogatsza i kupię... albo nie :D na odtworzenie kremu samodzielnie nie mam odwagi, może kiedyś się przekonam.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  51. czy krem według receptury Smyka ma taki sam termin ważności i musi stać w lodówce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do pytania.

      To jest jedna z takich recenzji, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto kręcić kosmetyki samemu. Składy wielu drogich marek są proste, wystarczy tylko zdobyć składniki. Niech tylko wzrosną mi fundusze, to na pewno go zrobię ;D

      Usuń
  52. Szusz mówiła kilka razy o tym kremie, nie miałam pojęcia że jego cena jest tak wysoka! Pięknie sie prezentuje, na pewno też obłędnie pahnie..

    OdpowiedzUsuń
  53. Cetearyl olivate to emulgator z oliwy z oliwek, znany pod nazwą Olivem 1000, dostępny najtaniej w Zielonym Klubie oraz Calaya Naturalne Piękno. Daje on kremowi lekką, jakby żelową formułę, szybko się wchłania, polecany do tłustej i mieszanej skóry. Ale nie tylko, sam w większej ilości lub z niewielkim dodatkiem innych alkoholi tłuszczowych (alkoholu cetearylowego)da nawet gęste masło do ciała. Ekstrakt z pestek grejpfruta jest we wszystkich kosmetykach Fridge jako konserwant. Dziwi mnie tylko śnieżnobiały kolor kremu, robiłam kremy z olejów nierafinowanych i zawsze miały lekki kolor jeśli olej nie był jasny. Olej nierafinowany i niefiltrowany z pestek truskawek jest zielony, więc użyty w większej ilości razem z nierafinowanym masłem shea (lekko żółte, a nawet brązowe)powinien dać kremowi co najmniej kolor beżowo-żółty. Wg mnie to chyba używają rafinowanego shea i niewielkiej ilości oleju z truskawki, żeby krem był biały. Z SLP kremu nigdy nie robiłam, nie pasowała mi jego tłustość w olejku myjącym, ale kto wie? Robił ktoś kremy z SLP? Ja robiłam z biobazy z Mazideł i jestem mega zadowolona, można zrobić krem matujący lub bardziej tłustawy,ale nie zostawiający błyszczącej warstwy. Nawiasem mówiąc ta sama biobaza jest o wiele tańsza w EcoSpa. Baza emulgatorowa z e-naturalnie ma nieco inny skład, zawiera kwas stearynowy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.