Farmona - Sweet Secret - Waniliowy scrub do mycia ciała - Wanilia i indyjskie daktyle + Mini Mani Month ♯17

poniedziałek, 17 grudnia 2012


Peelingowej sagi dalszy. Bohaterem dzisiejszej notki jest kolejny produkt marki Farmona - tym razem Waniliowy scrub do mycia ciała o słodkim zapachu wanilii i indyjskich daktyli wchodzący w skład linii Sweet Secret.
Produkt zamknięty jest w zgrabnym, plastikowym, odkręcanym słoiku. Co tu dużo mówić, design opakowania idealnie trafia w moje deserowe upodobania - wanilii nigdy za wiele :) 
Zgodnie z informacją nadrukowaną na opakowaniu, scrub przeznaczony jest do mycia i pielęgnacji ciała. Wnoszę po tym, że kosmetyk, przynajmniej w intencji producenta, różnić się ma od klasycznego peelingu. Scrub stosować można niemal codziennie, jako kosmetyk pod prysznic łączący funkcję oczyszczającą i delikatnie złuszczającą.  
Skład produktu uważam za dość przeciętny - producent informuje jedynie, że receptura kosmetyku bazuje na ekstrakcie z wanilii i dojrzałych daktylach. Na dalszych miejscach składu dojrzałam olej słonecznikowy, glicerynę i sporo parabenów. Ponadto - dodatek parafiny, tym razem na miejscu szóstym.

SKŁADAqua, isopropyl myristate, pumice, glyceryl stearate citrate, cetearyl alcohol, paraffinum liquidum, cyclomethicone, parfum, glyceryl stearate, helianthus annuus seed oil, glycerin, cocamidopropyl betaine, phenoxyethanol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, vanilla, propylene glycol, tamarindus indica extract, macadamia ternifolia shell, cera alba, acrylates /c10-c30 alkyl acrylate crosspolymer, xanthan gum, disodium edta, sodium hydroxide, ci 16255, ci 19140, bha.
Jak powszechnie wiadomo, drobinki złuszczające w peelingach dzielą się na rozpuszczalne, takie choćby jak kryształki cukru lub soli, i nierozpuszczalne, najczęściej drobne pestki. W Waniliowym scrubie do mycia ciała postawiono na składniki zaliczane do drugiej kategorii. Z lektury składu wnioskuję, że za właściwości ścierne odpowiada pumeks, czyli drobna, wulkaniczna skała magmowa o porowatej strukturze. Przyznam, że zdecydowanie większą miłością pałam do peelingów bazujących na składnikach rozpuszczalnych. Po zastosowaniu kosmetyków z dodatkiem pestek i pumeksu odnoszę wrażenie, że skóra jest porysowana, a nie złuszczona, choć niewykluczone, że to wina stosowanych produktów, nie zaś samego dodatku nierozpuszczalnych drobinek ścierających.
Scrub ma postać gęstego, puszystego kremu o przyjemnym, waniliowym kolorze, z widocznym dodatkiem czarnych drobinek (za właściwe ścieranie odpowiadają liczne przeźroczyste drobinki nieuchwytne przez obiektyw aparatu). Zapach produktu wzbudza we mnie skrajne odczucia. Z jednej strony jest słodki, miło waniliowy, bardzo przytulny. Z drugiej, ostatnie nuty zawierają pewną sztuczność, której obecność osłabia przyjemność deserowego aromatu. 
Kosmetyk stosowałam zgodnie z zaleceniem producenta, czyli pod prysznicem. Uprzednio, sięgałam jednak po tradycyjny żel do mycia ciała - nie przekonuje mnie obietnica o oczyszczających właściwościach scrubu. Sam peeling uważam za bardzo mocny. Drobinki zawarte w kremowej masie są małe i ostre. Złuszczają dobrze, choć po prysznicu partie ciała, na których wykonałam masaż nabrały odcienia soczystych malin, z czego wnioskuję, że produkt działa (a przy tym, mimo wszystko, delikatnie rysuje skórę). Skóra po zastosowaniu scrubu jest gładka, co niezwykle mi odpowiada. Zabrakło mi natomiast solidnej porcji nawilżenia (natłuszczenia), choćby za sprawką parafiny. W efekcie, zmuszona byłam nałożyć solidną warstwę masła do ciała.
Waniliowy scrub do mycia ciała polecam osobom, które cenią apetyczny, waniliowy aromat w połączeniu z porządnym działaniem ścierającym. Przestrzegam jednak przed codziennym stosowaniem produktu - moim zdaniem kosmetyk nie spełnia funkcji peelingu myjącego pod prysznic - to raczej tradycyjny, dość mocny produkt ścierający, który powinien być stosowany nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu, choć wiele zależy tu, rzecz jasna, od subiektywnego odczucia oczyszczenia skóry i efektu złuszczającego. Czy warto spróbować? Myślę, że tak, choć nie ukrywam, że miałam w swojej kosmetycznej karierze do czynienia z lepszymi peelingami. 

- pojemność: 225 ml
- cena: 12,50
- dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe, sklep internetowy producenta (KLIK)

---------------------------------------------------------

Ciaté Mini Mani Month (KLIK) - 17 grudnia
W siedemnastym okienku znalazłam lakier w odcieniu nieba w dniu końca świata - Power Dressing (063). To bardzo, bardzo, bardzo intensywny granat złamany kilkoma tonami czerni. Nie mam takiego koloru w swojej kolekcji, mam nadzieję, że zdążę nacieszyć się jego widokiem na moich paznokciach :)

Przy okazji, skoro już za cztery dni wszystko się kończy, powinnam chyba czuć się uprawniona do otwarcia lakierowych okienek z dni przypadających po końcu świata, jak sądzicie? :)

Podobne wpisy

64 komentarze

  1. ja również uwielbiam wanilię pod każdą postacią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wanilia to prawdopodobnie najlepszy wynalazek Matki Natury :)

      Usuń
    2. taak Farmona pachnie baardzo intensywnie :)

      Usuń
    3. Tak, połączenie super. :)

      Usuń
  2. Nieee nie otwieraj :D
    Najwyżej przed samym armagedonem :)
    a co do scrubu chyba spróbuję bo lubię "jadalne" zapachy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy mój Narz się ucieszy, że w chwili końca świata, zamiast wyznawać mu dozgonną miłość, będę się zajmować lakierami do paznokci :P

      Usuń
    2. Ja oczyma wyobraźni widzę tę scene: z nieba sypie się grad płonących meteorytow, ziemia drży, z pęknięć w powierzchni wylewa się wrząca lawa... a Niecierpek gorączkowo rozrywa okienka kalendarza:-)

      Usuń
  3. mmmm scrub z tej serii musi być nieziemski, miałam masło do ciała , pachniało smakowicie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do zapachu, odczucia mam ambiwalentne...

      Usuń
  4. Z Farmoną miałam niemiłe spotkanie i od tamtej pory już do niej nie wracam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ci Farmona zrobiła za krzywdę? :)

      Usuń
    2. No właśnie ja niestety też :(
      Moja skóra nie toleruje takiej ilości parabenów ;(((

      Usuń
  5. Uwielbiam daktyle:) Takiego mi smaka zrobiłaś, że lecę do szafki zjeść kilka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. mialam ten peeling,uwielbialam jego zapach i dzialanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niecierpku dotarło do Ciebie moje zgloszenie do azjatyckiego konkursu? wysylalam duzy zalacznik i chcialam wiedziec czy wszystko w porzadku :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotarło, zapomniałam odhaczyć w poście konkursowym!

      Usuń
  8. ja bym nie wytrzymała i jakbym otrzymała ten "kalendarz adwentowy" to chyba bym wszystkie okienka pootwierała na raz ^^ ale z drugiej strony dawkujesz sobie przyjemność,więc nie otwieraj i czekaj :D
    koniec,końcem,on poczeka,specjalnie po to byś otworzyła ostatnie okienka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi ten scrub bardzo odpowiada;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię ten waniliowy scrub, w tej chwili zajmuje główne miejsce pod moim prysznicem (: Nawet kupiłam go dwa razy z rzędu! :D

    MMM dzisiaj bardzo ładny. Miałam kiedyś podobny odcień Astor, o którym mój facet mówił, że jest czarny, ale on się nie znał.
    Ja bym cierpliwie otwierała okienka po kolei, koniec świata to święto ruchome.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niee otwieraj, nic się nie skończy! :D Chociażby dlatego, że musisz pokazać resztę lakierów :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawa jestem tego zapachu. Chyba wypróbuję.
    Oczywiście lakierków nie otwieraj, są przecieki , że końca świata nie będzie :) ( bynajmniej nie teraz)

    OdpowiedzUsuń
  13. Od dawna mam sobie kupić ten peeling, ciągle tylko żal mi funduszy... ;)
    A końca świata nie będzie!

    OdpowiedzUsuń
  14. Obecnie używam tego scrubu i szczerze mówiąc, zapach jest dla mnie bardzo sztuczny. Ale jeśli chodzi o zdzieranie, to jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystko kuszą teraz tymi peelingami :D

    OdpowiedzUsuń
  16. co za zbieg okoliczności :P tez go dzisiaj opisałam u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tego jeszcze nie mam ;-) mam sorbet i masło więc i może na to się skuszę;-) zapach bananowo kokosowy jest cudny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. no właśnie koniec świata... Otwórz wszystkie okienka !

    OdpowiedzUsuń
  19. mam dokładnie ten sam peeling i zgadzam się że do codziennej pielęgnacji jest zbyt... hmm - ścierający? :)
    Ale nieźle za niego przepłaciłam - 18zł w Auchanie ;/

    A poza tym ciekawy blog, obserwuję i na pewno będę często zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Miałam ten peeling do ciała. I mimo że zapach wanilii uwielbiam to ten peeling jak dla mnie wanilią nie pachnie. Jest mocno sztuczny.
    Natomiast do jego zdzierania nie mogę się przyczepić bo jest mocne i konkretne. Po jego użyciu także nakładałam masło do ciała.
    Muszę wypróbować ten peeling Farmony o którym pisałaś wczoraj - lubię kiedy po peelingu nie trzeba się niczym smarować :)

    OdpowiedzUsuń
  21. kuszą mnie te peelingi, dobrze, że parafina mocno nie natłuszcza skóry bo wolę czuć, że złuszczyłam do trzeba a nie jedynie pokryłam skórę parafiną

    OdpowiedzUsuń
  22. To peeling z mojej listy zakupowej :)

    OdpowiedzUsuń
  23. czyli lepiej zdecydować się na tutti frutti :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam krem do ciała z tej samej serii. Mi zapach się bardzo podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie znam tej serii ... jeszcze :) Z pewnością się w nią zaopatrzę :D

    OdpowiedzUsuń
  26. peeling taki sobie, ale okienek nie otwieraj!!!!!!!!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam ten scrub i bardzo go polubiłam. Mnie na przykład bardzo cieszy brak osadu pozostawianego przez parafinę, którego szczerze nie cierpię. Wolę wiedzieć czym smaruję ciało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale tu tej parafiny sporo nawet jest ;)

      Usuń
  28. Kocham wszelkie waniliowe kosmetyki :) Czas wypróbować i ten!

    OdpowiedzUsuń
  29. Zdążysz się nacieszyć, mam maślankę ważną do 24 - końca świata nie będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. ooo, waniliowy to dla mnie <3

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam wanilię i już sama nie wiem na który ich produkt się zdecydować :D

    OdpowiedzUsuń
  32. miałam ten peeling i był niezły, chociaż nadal szukam peelingowego ideału :) w sumie to już znalazłam, ale wycofali :( szukam dalej!
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie ma żadnego końca świata, nie twórz sobie wymówek! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  34. Z tej serii Farmony miałam czekoladowe masło do ciała. Zniechęciło mnie skutecznie do pozaostałych produktów z tej serii ...

    OdpowiedzUsuń
  35. wydaje mi się, że bardziej pasuje do tej pory roku niż ten ostatnio recenzowany, musi apetycznie pachnieć;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Jeśli nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, której nie cierpię (haha xD) to pewnie kiedyś się na niego skuszę :D Lubię, jak kosmetyki słodko pachną :D

    OdpowiedzUsuń
  37. miałam chyba nawet kiedyś ten produkt, fakt czasem zapach ma jakby dwie strony-niby ładny, a jak się człowiek wwącha to zalatuje chemią :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Idealny lakier na koniec świata :P

    OdpowiedzUsuń
  39. Co do sztuczności - ja to odczuwałam przy balsamie. Ale później to mija. Ja mam peeling trufle & migdały i mnie pasuje :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.