Dr Irena Eris - Spa Resort - Capri - Subtropikalny krem samoopalający do twarzy

piątek, 6 lipca 2012

Kto mnie zna (lub czyta), wie, że z opalaniem nie mam wiele wspólnego. Moja bardzo jasna, wrażliwa skóra, niemal histerycznie reaguje na promienie słoneczne. Przyznam, że nie odczuwam z tego powodu dużego dyskomfortu - polubiłam mój porcelanowy odcień skóry. Niemniej, raz na jakiś czas przyjemnie zabłysnąć delikatnym brązem :) Jako że solarium omijam szerokim łukiem, do dyspozycji pozostają mi kosmetyki brązujące i samoopalające. Jakiś czas temu skusiłam się na Balsam brązująco-ujędrniający Body Arabica Lirene o cudnym zapachu kawy. Rezultaty spodobały mi się do tego stopnia, że idąc za ciosem, postanowiłam opalić skórę twarzy. Z pomocą przyszedł mi Subtropikalny krem samoopalający do twarzy wchodzący w skład egzotycznej linii Capri Dr Ireny Eris. 
Krem znajduje się w eleganckim, zakręcanym słoiczku (zabezpieczonym plastikową wkładką) opakowanym dodatkowo w zgrabny, biało-turkusowy kartonik. Design produktu ogromnie przypadł mi do gustu. Zresztą spójrzcie same:
Krem pomyślany został dla osób chcących podkreślić naturalnie śniady koloryt skóry twarzy lub, tak jak ja, nadać cerze letni, słoneczny odcień. W skład produktu, obok kompleksu opalającego, wchodzi olej z karotki, witamina E i peptydy.

SKŁADAqua, Cetearyl Glucoside, Cyclomethicone, Dihydroxyacetone, Methyl Gluceth-20, Dimethicone, Potassium Cetyl Phosphate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Polyacrylamide, Squalane, C12-15 Alkyl Benzoate, C13-14 Isoparaffin, Xanthan Gum, Butylene Glycol, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Tribehenin, Laureth-7, Glycine Soja (Soybean) Oil, Ceramide 2, PEG-10 Rapeseed Sterol, Carbomer, Polysorbate 20, Atelocollagen, Sodium Chondroitin Sulfate, Beta-Carotene, Daucus Carota Sativa (Carrot) Extract, Palmitoyl Oligopeptide, Tocopherol, Methylparaben, Phenoxyethanol, Isobutylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, CI 16035
Konsystencja produktu przypomina połączenie kremu i żelu - jest lekka, nietłusta, niezwykle przyjemna. Delikatna formuła to zaledwie początek :) Krem ma apetyczny, mleczno-różowy kolor i  prawdziwie relaksujący zapach. Dominują w nim świeże, egzotyczne, owocowo-kwiatowe nuty zestawione z kremową bazą. Jeśli tak pachnie Capri, czym prędzej muszę się tam wybrać :)
Jak podaje producent, niewielka dawka aktywnych składników brązujących zamkniętych w zaawansowanych technologicznie, innowacyjnych mikrosferach (czymkolwiek są innowacyjne mikrosfery) umożliwia kontrolę stopnia intensywności i równomierności opalenizny w miarę stosowania produktu. W przypadku mojej bardzo jasnej cery to informacja kluczowa - nie wyobrażam sobie stosowania produktu, który nadałby mojej skórze intensywny, brązowy (lub, co gorsza, żółtawy) odcień bezpośrednio po pierwszej aplikacji
W przypadku Subtropikalnego kremu samoopalającego do twarzy nie ma ryzyka gwałtownych zmian kolorytu. Codzienna aplikacja kremu powoduje stopniowe tworzenie słonecznej opalenizny. Naturalny, subtelny odcień brązu osiągnąć można po trzech do czterech aplikacjach. Następnie, w ramach kontynuacji, dla utrzymania efektów, krem stosować należy dwa do trzech razy w tygodniu
Aplikacja kremu to prawdziwa przyjemność. Z uwagi na lekką, kremowo-żelową konsystencję, produkt błyskawicznie się wchłania, pozostawiając na skórze delikatną, satynową powłoczkę. Równomierne rozprowadzenie kremu nie stanowi najmniejszego problemu - nawet po dość pospiesznym wsmarowaniu nie ma ryzyka nieestetycznych plam ani smug. Doprawdy nie wiem, jak to możliwe - wszystkie kosmetyki samoopalające, z jakimi miałam do tej pory styczność, wymagały pedantycznej aplikacji - w innym razie pozostawiały na skórze groteskowe, żółto-brązowe pręgi. W przypadku tego kremu, jakkolwiek bym go nie nałożyła, zawsze uzyskuję równomierny odcień
Krem nakładałam zgodnie z instrukcją nadrukowaną na opakowaniu - regularnie przez cztery dni, robiąc następnie kilka dni przerwy. Początkowo, w obawie o rezultaty, kosmetyk aplikowałam oszczędnie. Zauważyłam jednak, że zwiększenie ilości produktu nie wpływa znacząco na pogłębienie uzyskiwanego koloru. Każdorazowo, krem nakładałam na czystą, suchą skórę wolną od jakichkolwiek  produktów pielęgnacyjnych. Trudno mi powiedzieć, jak Subtropikalny krem samoopalający do twarzy sprawowałby się w roli kosmetyku pod makijaż, ponieważ po aplikacji, przez kilka godzin wstrzymywałam się od nakładania produktów kolorowych
Po jakimś czasie od nałożenia kremu, daje o sobie znać typowy zapach samoopalacza. Podkreślam jednak, że w porównaniu do innych preparatów samoopalających, jest on zdecydowanie mniej intensywny. Ponadto, w połączeniu z egzotycznymi nutami, zapach wydaje mi się całkiem przyjemny. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy gustuje w takich zapachach - osoby szczególnie wyczulone na samopalaczowe nuty mogą odczuwać nieznaczny dyskomfort
Rezultaty, jakie udało mi się osiągnąć dzięki Subtropikalnemu kremowi samoopalającemu do twarzy są zachwycające! Moja cera nabrała zdrowego, słonecznego kolorytu. Efekt określiłabym jako subtelny i naturalny. Z drugiej strony, to co dla mnie stanowi walor, dla osób o naturalnie śniadej karnacji może stać się problemem. Myślę, że niezależnie od częstotliwości aplikacji i stosowanej dawki, kosmetyk nie nada cerze intensywnego, brązowego koloru rodem z karnawału w Rio. Krem nadaje skórze słoneczny odcień, a przy tym, co ogromnie doceniam, pozostawia wrażenie naturalności.
To, co podoba mi się najbardziej, to fakt, że po użyciu kremu skóra nie wygląda na pokolorowaną. Kosmetyk idealnie oddaje naturalną opaleniznę uzyskiwaną wskutek ekspozycji na promienie słoneczne. Dokładnie po czterech aplikacjach osiągnęłam optymalny odcień, który od podtrzymuję stosując kosmetyk dwa razy w tygodniu.
Podczas stosowania kremu starałam się przestrzegać kilku zasad:

- przed pierwszą aplikacją wykonałam dokładny peeling twarzy (mechaniczny);

- peeling powtarzam co najmniej raz w tygodniu;

- przy aplikacji starałam się omijać okolice oczu, choć nawet w przypadku kontaktu kremu z delikatną skórą wokół oczu nie zaobserwowałam podrażnienia, wysuszenia ani reakcji alergicznej;

- warto przypilnować, by krem nie dostał się w okolice brwi i nasady włosów;

- należy pamiętać o aplikacji kremu na uszy i, ewentualnie, szyję.
Subtropikalny krem samoopalający do twarzy polecam wszystkim osobom, które mają ochotę na nadanie skórze delikatnego, letniego kolorytu. Stosowanie kosmetyku nie przysparza żadnych, ale to żadnych kłopotów, sprawia natomiast dużo przyjemności. Ogromnie przypadła mi do gustu prosta, szybka aplikacja, formuła i zapach, wreszcie, śliczny, wakacyjny odcień cery. Nie mogę również narzekać na właściwości pielęgnacyjne kremu, które, chociaż delikatne, z powodzeniem zastępują stosowanie tradycyjnych kremów. 
Zgrabny, ekskluzywny słoiczek zawiera 50 ml całkiem wydajnego kremu, który zachowuje swoją ważność przez prawie rok. Propozycja Dr Irena Eris idealnie trafia w moje gusta. Słowem - krem-marzenie! A cena... no cóż, dość koszmarna. Mimo to, jeśli Wasze portfele nie przeżywają kryzysu, a Wy macie apetyt na subtelną, letnią opaleniznę - najserdeczniej polecam. Zdecydowanie warto!  

- pojemność: 50 ml
- cena: 109 zł
- dostępność: sieć drogerii Douglas

Podobne wpisy

62 komentarze

  1. wyglada na swietny produkt. nigdy nie nakladalam samoopalaczy na twarz z obawy przed pomaranczowym kolorem i zaciekami. ale ten brzmi bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie rządzi ziajkowy sopot :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boje sie samoopalczy do buzi, do ciala spoko ale do twazry sama nie wiem, chyba bronzer bezpieczniejszy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. opakowanie jest piekne!
    ja jestem osoba bardzo wyczulona na zapach samoopalacza... ale jezeli ktos nie lubie sie wybitnie opalac to taki produkt jest jak najbardziej fajnym wynalazkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj zapach jest słabo wyczuwalny, ale jest...

      Usuń
  5. opakowanie przyciąga uwagę, ale gdyby nie ta cena... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Choć pewnie sam w sobie krem jest dobry to cena trochę odstrasza;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie piękne opakowanie :D Jejku, ja ostatnio jestem rozkochana w produktach tego koncernu :) Chociaż większość składowo nie powala.
    Wczoraj widziałam z lirene w rossie pełno produktów na CND

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem mają całkiem przyzwoite składy. Wiadomo, nie są to kosmetyki organiczne, ale mimo to dobrze służą mojej skórze.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o składniki odżywcze na pewno tak :) Ja ostatnio też zrezygnowałam z ostrej batalii o kupowanie samych ładnych składowo kosmetyków :D

      Usuń
  8. wydaje się być w porządku, choć ja wszelakich samoopalaczy unikam jak ognia z obawy przed zaciekami i niepożądaną pomarańczką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale ten produkt jest zupełnie bezpieczny :]

      Usuń
  9. bałabym się trochę :( a ta cena? wow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, że tak mało, czy wow, że tak dużo? :>

      Usuń
  10. nie wiedziałam, że Eris ma w ofercie takie cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, żeby tylko takie... Mnie się oczy świecą za każdym razem gdy jestem w Douglasie... :)

      Usuń
  11. całkiem ciekawie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze bardzo się balam tego typu kosmetyków samoopalających przede wszystkim dlatego że wg trzeba być ekspertem niezwykle precyzyjnym aby taki specyfik idealnie nałożyć aby ustrzec się brzydkich plam... Widzę że plusem tego kosmetyku jest to iż jak piszesz stopniowo tworzy efekt opalenia na twarzy i dzięki temu mowy nie ma o plamach.
    Super recenzja i ciekawy produkt!
    buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przemiły komentarz. Tak, w przypadku tego kremu nie trzeba być ekspertem, czego jestem najlepszym przykładem :)

      Usuń
  13. gdyby nie cena pewnie bym sie skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. mmm kuszący, jak nie barwi na pomarańczkę to chyba zainwestuje :D

    OdpowiedzUsuń
  15. a ja myślę, że bladość jest fajna i powinnyśmy być z niej dumne :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ale odmiana raz na jakiś czas nie zaszkodzi :)

      Usuń
  16. Cale opakowanie i estetyka powalaja na kolana. Kolor tez cudny w sloiczku. Jednak ja nie umiem uzywac takich produktow. Zawsze cos zle zrobie i wygladam jak potwor.
    Dr Irena jednak widac stara sie o swoich klientow jak moze.
    Ja osobiscie chcialabym wyprobowac balsam z serii toskania lub indonesia ale cena niestety powala:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mi też marzą się wszystkie linie Spa Resort :)

      Usuń
  17. za takie cudo warto raczej zapłacic te 109 zł:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w przypadku tego kremu warto, pod warunkiem, że jest się miłośnikiem tego typu kosmetyków :)

      Usuń
  18. o subtropikalnym kremie pierwszy raz słyszę.

    OdpowiedzUsuń
  19. ja w temacie samoopalaczy i solariów jestem totalną ignorantką, boję się plam, przebarwień i innych komplikacji skóry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, ale cieszę się, że się przełamałam i sięgnęłam po krem - zdecydowanie było warto :)

      Usuń
  20. Jakoś nie mogę się przekonać do samoopalaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taki diabeł straszny, trzeba tylko wybrać porządny produkt.

      Usuń
  21. No super tylko ta cena mnie przeraża

    OdpowiedzUsuń
  22. O rany! Rewelacja. Ale sto zl....hmmmm...ja raczej opalona jestem, solarium wlasne wplywa na to. Ale nie martw sie nie jestem skwarka ;) do tej pory stosowalam mgielke samoopalajaca z loreal. Uwielbiam ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama decydujesz, jak traktujesz swoją skórę. Jestem zdecydowaną przeciwniczką solarium niezależnie od częstotliwości czy dawki promieniowania. Nie po to codziennie dbam o moją skórę żeby zaprzepaścić wszystkie moje wysiłki szkodliwym promieniowaniem.

      Usuń
    2. jasne, rozumiem doskonale Twoje podejście jak i swoje
      i ja dbam o swoją skórę i mimo że opalam się - od czasu do czasu - zarówno na solarium jak i na słońcu, moja skóra nie woła o pomstę do nieba :)
      ściskam mocno i serdecznie całuję ;*

      Usuń
    3. Teraz nie woła, ale za kilka lat może być różnie...

      Usuń
  23. super produkt, ale przyznam się że nie lubię zapachu kawy, więc nie wiem czy polubiłabym się z nim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy, krem nie ma nic wspólnego z zapachem kawy... :|

      Usuń
    2. ooo :o muszę sobie zakupić chyba okulary, albo to słońce tak na mnie źle działa :) gdzie ja tu widziałam coś o zapachu kawy (?). możliwe że skojarzyło mi się to z kawą, ponieważ mają oni kawowy balsam brązujący. jejuu! ale ze mnie gapa! czas na okulary! :P

      Usuń
    3. Na wstępie pisałam o brązującym balsamie kawowym Lirene :)

      Usuń
    4. bardzo możliwe że to dlatego :) mój mózg niestety w ostatnim okresie nie działa zbyt dobrze ponieważ gorąco i chyba połowa go wyparowała, bo nie dość że zawodzi to głowa lżejsza :P

      Usuń
  24. Mam ten sam problem. Moja skóra prędzej się poparzy niż opali, mimo kremów z wysokim filtrem :( Już myślałam,że znajdę coś dla siebie, ale cena mnie troszkę przeraża... :(

    OdpowiedzUsuń
  25. No no, ciekawy :) Jednak nie dla mnie.
    Moja skóra opala się na piękny, brązowy kolorek, który w zupełności mi wystarcza

    OdpowiedzUsuń
  26. boję się kremów brązujących do twarzy zawsze źle to u mnie wygladało, ale ten brzmi ciekawie :) ja lubię opaleniznę ale tę słoneczną nie solaryjna..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się bałam, do czasu testów tego kremu. Podejrzewam jednak, że innym kosmetykom tego typu tak łatwo nie zaufam :>

      Usuń
  27. Juz mialam pwoedziec, ze go chce, ze sprobuje, ze przestane straszyc bladym trupim kolorem, zobaczylam cene i pomyslalam: dobra, urodzilam sie corka mlynarza i niech tak bedzie ;P

    OdpowiedzUsuń
  28. a ja się od niedawna smaruję balsamem brązującym Dr Ireny Eris Body Art - tzn. nie twarz, ciało i efekty są super - takiej sztucznej opalenizny jeszcze nigdy nie miałam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, muszę się rozejrzeć za czymś do ciała!

      Usuń
    2. niestety jak na balsam to jest drogi, ale wolę to niż karnet na solarium ;)

      Usuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja prosiłam o niespamowanie zaproszeniami...

      Usuń
  30. Recenzje kosmetyków pisane przez Panią to mistrzostwo świata :). Dopiero kilka dni temu natrafiłam na ten blog i bardzo się z tego cieszę. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulka, ogromnie mi miło, dziękuję za komentarz. Zapraszam częściej! :)

      Usuń
  31. Gdyby nie ta cena... Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Kochana :*

      Cena, niestety, zniechęca.

      Usuń
  32. wybacz ale zdjec jest za duzo,
    pewnie połowa by wystarczyła dla pokazania ,
    chyba ze sponsor sobie tyle życzy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Paru hejterów przyplątało się do mojego bloga, ale wyznawcy umiaru jeszcze nie było :D Rozgość się, trollu!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.