Pamiętaj chemiku młody...

środa, 16 maja 2012

 Pamiętaj chemiku młody...

... jak szkodzą rozgrzane samochody

Jeśli zależy Wam na długim i szczęśliwym życiu kosmetyków, bądźcie mądrzejsze niż ja i nie zostawiajcie ich w samochodzie nagrzanym podczas upałów do 50 stopni Celsjusza...
Resztę masy sztyftowej znalazłam (w formie płynnej) w schowku na desce rozdzielczej, gdzie zostawiłam pomadki...
Przy okazji - widziałyście kiedyś przekrój poprzeczny marmurkowej Nivei? Ja też nie :]
Nie powtórzcie mojego błędu :)
R.I.P.

Podobne wpisy

78 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Że też zawsze mnie się takie historie przytrafiają...

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że ten post jest do mnie ;) Chemiku młody - wszystko się zgadza :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinnam raczej odwołać się do fizyków, ale to bez znaczenia - nic nie wróci życia moim pomadkom... :)

      Usuń
  3. Ojjj szkoda ;<. Będę pamiętała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nie no, wiedziałam, że to jak kto, ale Ty nie będziesz mi współczuła! :D

      Usuń
  5. pamiętam jak ja kiedyś stopiłam sobie caluteńką pomadkę, bo siedziałam obok ciepłego nawiewu zimą w pociągu przez 55 min o.O

    pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, Twoja też wyciekła z opakowania? :)

      Usuń
  6. hahaha wygladaja jak moje zjedzone przez Jagode, teraz juz bardziej uwazam.
    Kochana dobrze, ze to tylko pomadki ochronne, a nie np chanelowe rarytaski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie mi się to z Twoimi zdjęciami skojarzyło:)

      Usuń
    2. To fakt, do agatowych strat mi daleko :)

      Usuń
  7. Hahhaha, to Ci sie udalo :D ale jaki eksperyment.Wiesz jak wyglada przekroj poprzeczny pomadki ;P ciekawostka, ze tylko polowa sie stopila??? :P

    Ktos powinien ku przestrodze dodac, ze zostawianie psow i dzieci w nagrzanym samochodzie skonczy sie podobnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stopiła się cała, ale że leżała na płaskiej powierzchni, wylała się tylko połowa zawartości a po obniżeniu temperatury reszta zastygła w postaci pół-sztyftu :)

      Usuń
  8. ha, no to się porobiło, a ja czasami też zostawiam kupę toreb, torebeczek w samochodzie, teraz będę uważać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ojoj, mam nadzieje, że nic nie ucierpiało od pomadek. Ale spójrz na to z drugiej strony, miałaś okazję poznać przekrój poprzeczny marmurkowej pomadki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - teraz już mogę spać spokojnie :)

      Usuń
  10. Ale mnie ten post rozbawil:) a koncowe RIP to klasyk:) Coz wiem cos o nie-pozostawianiu kosmetykow i slodyczy w aucie, sama ostatnio znalazlam wlasnie tez pomadke w kaluzy czekolady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przynajmniej całkiem apetyczna wpadka :)

      Usuń
    2. Baa, odrobina weny i jakiś nowy kolor mógłby z tego powstać :)

      Usuń
  11. całe szczęście, że przynajmniej nie były to jakieś drogie cudeńka ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. znam ten problem, niestety, ale znam :P dobrze, że człowiek uczy się na błędach :))

    OdpowiedzUsuń
  13. RIP :) szkoda, wielka szkoda!
    A na pazurkach czyżby to był czyzyk? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pazurach mam to samo co Ty - Chanel Distraction :)

      Usuń
    2. wiedziałam :D ma się to czuje oko :) hyhy

      Usuń
  14. ojj, niedobrze.

    ale z drugiej strony dobrze, że to tylko nivejki, a nie coś z wyższej półki, bo to dopiero by była żałoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby tak, ale tę shake'ową pomadkę naprawdę lubiłam... :)

      Usuń
  15. Oj szkoda, super pomadki ci się rozpuściły. Mój czarny lakier do paznokci jeździ w samochodzie i krem do rak. Dzięki za przestrogę, człowiek musi się sparzyć to dopiero sobie coś uświadomi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wożę w aucie całą kosmetyczkę - bawi mnie zwłaszcza krem do rąk, który w zimie zamarza na kamień a w lecie upłynnia się do konsystencji wody :)

      Usuń
  16. Uła, niedobrze, teraz będę pamiętać, fajnie ta nivea wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hahaha ta marmurkowa NIvea wygląda teraz kolorystycznie jak salami :D

    Mi ostatnio złamała się Celia Nude trzymana w torebce, którą miałam na spacerze z koleżankami... Szczęście w nieszczęściu, że tuż u nasady, więc na razie nie wypada mi z opakowania, później będę się martwić dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Celia też się złamała, ale w przypadku tych szminek to chyba norma...

      Usuń
  18. Haha :) Szkoda samochodu, mam nadzieję, że łatwo zeszło. ;P

    OdpowiedzUsuń
  19. Eee tam, bardziej mi szkoda pobrudzonego samochodu niż szminek Nivea :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam auto, Vitamin Shake naprawdę mi szkoda!

      Usuń
  20. dobrze ze to nie były jakies Chanelki!! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, moich chanelek nie wożę w autku!

      Usuń
  21. Ja swoją kiedyś na plaże wzięłam ;DD W lecie też kilka tego typu pomadek mi się zniszczyło, bo trzymałam je cały dzień w kieszeni i teraz już nigdy tego nie robię ;) Mam ochotę na tą pomadkę Vitamin Shake, jak ją gdzieś spotkam to muszę ją kupić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vitamin Shake polecam, na moim blogu znajdziesz jej recenzję. I wiesz już, jak wygląda w przekroju :)

      Usuń
  22. hahahahah świetna jesteś :) mi też to się zdarzyło więc spoko :D

    mam wrażenie, że Vitamin Shake mi przesusza usta... ;/

    OdpowiedzUsuń
  23. Hahaha mi też się kiedyś zdarzyło z moją ulubioną pomadką nivea której już chyba nie produkuja- arbuzowa z wizerunkiem małego smoka ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. uhuhu niezły eksperyment:D
    Też pomyślałam, że dobrze że to tylko Nivea:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniało mi się ni stąd ni zowąd - napomknięcie Zoili o dziewczynie, która jadła Niveę w tramwaju :D
      ...w sumie to one rzeczywiście trochę jak cukierki wyglądają^

      Usuń
  25. mądry Polak po szkodzie xd
    nauczyciel z mojej szkoly nauczył mnie innego przysłowia: "pamietaj chemiku mlody nie wlewaj spirytusu do wody" ;/

    OdpowiedzUsuń
  26. No ale cóż... Błędy się zdarzają :)
    Dzięki za przestrogę :P

    OdpowiedzUsuń
  27. ojj szkoda ;<






    zapraszam do mnie na pierwsze rozdanie;))

    OdpowiedzUsuń
  28. Ojojoj ale tragedia sie wydarzyła...

    OdpowiedzUsuń
  29. Będę pamiętać. Szkoda, że tak Ci się zniszczyły.

    OdpowiedzUsuń
  30. I nie żyli długo ani szczęśliwie ://

    OdpowiedzUsuń
  31. Zrobiłam kiedyś błąd z tej serii:
    spieszyłam się, skończywszy makijaż, w pośpiechu chowałam wszystko jak popadnie, grubsze pędzle wpychałam w cieniutkie kieszonki - i odwrotnie, potem założyłam zatyczkę na szminkę... i dopiero po tym zorientowałam się, że nie wkręciłam sztyftu - kiedy zaś ponownie zdjęłam nasadkę by sprawdzić, co się stało - okazało się, że mój ruch był na tyle silny, że ów sztyft wręcz wbił się w tę nasadkę :D

    Tym sposobem w lewej ręce trzymałam jeden kołek, w prawej - drugi kołek. Darowałam już sobie manewry w celu przywrócenia świetności poszkodowanej ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. a moja pomadka powędrowała kiedyś w kieszeni kurtki do pralni chemicznej.
    do tej pory zachodzę w głowę jak ją trzymam w rękach czy to jeszcze pomadka czy już stopiony plastik :D

    OdpowiedzUsuń
  33. ale ma ładny przekroj poprzeczny t sie nazywa prof testwanie z kazdej strony :D prawdziwa testerka z Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  34. ja ostatnio zostawilam pomadke w bluzie, ktora lezala w aucie... na dworze bylo w sloncu +38... w aucie chyba 100 :] ... na szczescie przezyla :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Jakie piękne formy rzeźbiarskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. ojj toż to peszek ! :p a takie były piękne ^^ ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja też tak kiedyś zrobiłam :( Ale mądrym się jest dopiero po szkodzie :)

    OdpowiedzUsuń
  38. hohoho...dobrze, że ostrzegasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Niecierpku,u mnie to normalka:) Jak nie guma to rozwarstwiony blyszczyk czy szminolki:(

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja tu czytam tytuł i sobie myślę, że jakiś wykład będzie o składach i tym podobnych, a tu historia stopionych pomadek :D :D :D
    Mi się nie topią, ale czasem mam tak, że przez nieuwagę wykręcę za dużo, posmaruję usta i ups, połamała się ;) Ale to jest właśnie jeden z tych momentów, w których pomimo mojego poukładania zwykle jestem nieogarem totalnym i po prostu nie zauważam, że za dużo wysunęłam :P

    OdpowiedzUsuń
  41. popełniłam kiedyś ten sam błąd.. a z kolei zimą zostawiłam kosmetyczkę i wszystko mi zamarzło przy -25 stopniach ! podkład się zważył, tusz zamroził, większość rzeczy była do niczego :(

    OdpowiedzUsuń
  42. ja tak załatwiłam część moich pomadek, ale na kaloryferze ;/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.