Biocosmetics - Glinka zielona

piątek, 6 stycznia 2012

O ile z maseczką algową, którą otrzymałam w ramach współpracy z firmą Biocosmetics zaprzyjaźniłam się błyskawicznie (o owocnych efektach naszej przyjaźni możecie przeczytać tutaj), o tyle do glinki zielonej przez długi czas podchodziłam dość nieufnie. Przeznaczenie produktu - cera tłusta, łojotokowa, trądzikowa i mieszana - skutecznie zniechęciło mnie do testów. Koniec końców przemogłam się i postanowiłam przygotować i nałożyć glinkę. Z jakim rezultatem? :)
 O właściwościach glinki zielonej można pisać bez końca. Zwięźle sprawę ujęła firma Biocosmetics:

Glinka zielona - najsilniej działającą wśród glinek. Jej barwa związana jest z obecnością jonów żelaza dwuwartościowego. Pochodzi ze skał krzemionkowo-aluminiowych. Zawiera blisko 20 soli mineralnych. Ma właściwości dezynfekujące, absorpcyjne, gojące i odżywcze. Lecznicze i pielęgnacyjne właściwości tej glinki oparte są na zasadzie fizycznej absorpcji substancji szkodliwych, a także chemicznej absorpcji wody. Stosowanie na skórę glinki zielonej ma działanie wychwytujące toksyny zgromadzone na jej powierzchni i jednocześnie odżywiają ją. Glinkę zieloną można stosować w leczeniu cery łojotokowej i trądziku, bo odkaża i wzmacnia. Dobrze wchłania zanieczyszczenia i wygładza naskórek, delikatnie go złuszczając. Zmniejsza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu. Koi drobne skaleczenia, lekkie oparzenia i ugryzienia komarów. Zielona glinka dezynfekuje istniejące zmiany skórne, przyspiesza ich gojenie i przyczynia się do wyrównania pH do wartości przyjaznej dla skóry. Ma działanie ściągające, matujące i wysuszające. Zamyka rozszerzone pory i zapobiega tworzeniu się zaskórników. Te cechy kwalifikują zieloną glinkę do grupy preparatów kosmetycznych wspomagających leczenie trądziku pospolitego oraz problemów z cerą łojotokową.Glinka ta jest też ważnym składnikiem opóźniającym procesy starzenia skóry, do spłycania zmarszczek, wygładzania i regeneracji cery oraz jako delikatny peeling. W kosmetyce profesjonalnej stosowana jest do zabiegów kształtowania sylwetki typu Body Wrap, polegających na owijaniu folią tych części ciała, na które została nałożona maska z zielonej glinki. Zabiegi takie łagodzą zmiany dermatologiczne i bóle reumatyczne. Poza tym wchłania ona substancje toksyczne i usuwa obumarłe komórki, likwiduje rozstępy. Zielona glinka ujędrnia oraz uelastycznia ciało, niweluje cellulit.
(informacje pochodzą ze strony internetowej www.biocosmetics-polska.pl)
Tyle teorii, przejdźmy do praktyki. Glinka (i tylko glinka - w składzie nie ma bowiem żadnych innych składników) znajduje się w foliowej torebce strunowej. Opakowanie jest bardzo praktyczne - chroni zawartość przed dopływem wilgoci i światła a przy tym pozwala wygodnie dozować ilość proszku. Torebka opatrzona jest naklejką zawierającą informacje o produkcie, jego pochodzeniu, przeznaczeniu, dawkowaniu i dacie przydatności.
Sama glinka ma postać bardzo miałkiego proszku o cementowo-zielonkawym zabarwieniu. Zgodnie z zaleceniem producenta, do suchej glinki należy dodać taką ilość wody, która pozwoli uzyskać konsystencję przypominającą gęstą śmietanę. Tak otrzymaną masę należy następnie nałożyć na obszar, który chcemy potraktować dobroczynnym działaniem maski. Brak precyzji w określeniu, którą część ciała zaglinkować jest celowy :) Okazuje się, że poza tradycyjnym przeznaczeniem - maską na twarz - zieloną glinkę aplikować można dosłownie wszędzie. 
Oto parę przykładowych propozycji zastosowania glinki zielonej:
- maska do ciała 
- okłady na wybrany obszar ciała
- nacieranie glinką chorych miejsc
- okłady antycellulitowe z wykorzystaniem folii 
- zawiesina lecząca grzybicę stóp
- kąpiele w wodzie glinianej
- mycie zębów z wykorzystaniem glinki (podobno wybiela!)
- mycie włosów z wykorzystaniem glinki
- stosowanie doustne przy infekcjach górnych dróg oddechowych
Przyznam szczerze, że pod względem wszechstronności zastosowania, glinka zielona bije na głowę wszystkie drogeryjne maski i maseczki. W swoich testach glinki używałam na trzy sposoby - jako tradycyjną maskę na twarz, jako okład na włosy oraz punktowo, w charakterze papki na sporadycznie występujące niedoskonałości skóry.
Zgodnie z instrukcją nadrukowaną na opakowaniu, do wykonania maski użyć należy szklanego lub plastikowego naczynia, a miksturę wymieszać za pomocą drewnianej szpatułki. Ani  łyżka, ani naczynie do prezentacji nie do końca odpowiada przytoczonym zaleceniom, ale zapewniam, że przygotowując pełnowymiarową porcję ściśle przestrzegałam zasad :)
TRADYCYJNA MASKA NA TWARZ - kosmetyk przygotowałam i nałożyłam zgodnie z zaleceniem producenta. Od czasu do czasu spryskiwałam twarz Hydrolatem Aloesowym z BU celem zapobieżenia wyschnięciu glinki (zapomniałam dodać - wskazane jest, aby nie dopuścić do całkowitego zaschnięcia maski - można w tym celu stosować okłady wilgotną gazą lub sprejować skórę mgiełkami/wodą/hydrolatami). Po spłukaniu maski zauważyłam znaczne wygladzenie skóry. Moje i tak mikroskopijne pory stały się w ogóle niezauważalne, sądzę więc, że posiadaczki większych niedoskonałości będą zachwycone ze zwężającego działania maski. Niestety, coś za coś. Glinka, jak na kosmetyk do skóry tłustej i trądzikowej przystało, lekko przesuszyła moją i tak bardzo suchą cerę. Nałożenie grubej ilości kremu dla atopowców zażegnało problem, dostałam jednak nauczkę, by nie przesadzać z częstotliwością aplikacji kosmetyków na bazie glinki zielonej.
OKŁAD NA WŁOSY - decyzja o zastosowaniu glinki zielonej jako okładu na włosy była strzałem w dziesiątkę. Maskę nałożyłam na umyte, wilgotne włosy, owinęłam foliowym czepkiem a następnie nałożyłam ciepły ręcznik. Po około 20 minutach nieśmiało zmyłam okład. Po wysuszeniu (suszarką) zauważyłam, że włosy są idealnie sypkie. Glinka lekko je wysuszyła, nie jest to jednak efekt, którego należałoby się obawiać. Myślę, że osoby z tłustą skórą głowy i łupieżem koniecznie powinny spróbować okładów z glinki zielonej. Producent informuje, że taka maska działa stymulująco na cebulki włosów, zwiększa ukrwienie skóry głowy i pomaga eliminować łupież. Co więcej, przeciwdziała wypadaniu włosów.
PUNKTOWA MASECZKA PRZECIW NIEDOSKONAŁOŚCIOM - częstotliwość występowania na mojej skórze pryszczy jest równa częstotliwości zwycięstw naszej narodowej drużyny piłkarskiej, czyli mniej więcej bliska zeru :) Szczęśliwym trafem, na mojej brodzie pojawił się ostatnio nieprzyjaciel, którego bez wahania potraktowałam gęstą, glinianą papką. Kosmetyk pozostawiłam na brodzie na całą noc. Rano, poza przesuszeniem miejsca przykrytego glinką, po pryszczu nie było w zasadzie śladu - wysuszyłam go na śmierć :)
Co tu dużo mówić, glinka jest świetna. Pomimo mojego profilu skóry, który w pełni odbiega od dedykowanego przez firmę Biocosmetics rodzaju cery, produkt spisuje się znakomicie. Muszę przy tym pamiętać, żeby nie przesadzić ani z częstotliwością aplikacji ani z przestrzenią, którą pokrywam glinka. W przeciwnym razie moja biedna, sucha skóra staje się jeszcze bardziej sucha (choć trudno to sobie wyobrazić, jest to możliwe). 

Produkt fenomenalnie sprawdzi się na cerze tłustej, mieszanej, trądzikowej i łojotokowej - dokładnie tak, jak zaleca producent. Z uwagi na wszechstronne zastosowanie glinki zielonej, na okładach skorzysta nie tylko skóra twarzy, ale i włosy, problematyczne rejony objęte cellulitem, stopy czy zęby (przy okazji, bardzo proszę o informację, czy stosowałyście glinkę w charakterze pasty do zębów - jestem ogromnie ciekawa, jak sprawdza się w takim przypadku).
Recenzja miała być krótka i zwięzła a wyszło jak zawsze :) Niech chociaż podsumowanie będzie syntetyczne: GORĄCO POLECAM!!! Ach, koniecznie dajcie znać, co sądzicie o wykorzystaniu glinek w kosmetyce i jakie są Wasze patenty na glinkową pielęgnację :)

- pojemność: 125 g 
- cena: 8,20 zł
- dostępność: sklep internetowy Biocosmetics (klik-klik)

Podobne wpisy

29 komentarze

  1. Zapraszam Cię do udziału w konkursie, wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie ;)

    http://monalisamakeup.blogspot.com/2012/01/ogaszam-konkurs.html

    Do wygrania fajne zestawy kosmetyków.

    Pozdrawiam,
    Monika ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja omijam glinki szerokim łukiem, ale głównie dlatego, że mam cerę skłonną do przesuszania się

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie używałam glinki tylko z innej firmy a tak to bardzo ją lubie ;)

    Pozdrawiam i zapraszam!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam glinki, tą testowałam i również polubiłam. :) Cena i pojemność jak najbardziej na plus.

    Tylko jedno 'ale' kochana : do przygotowywania kosmetyków z zawartością glinek nie nalezy używać przedmiotów metalowych - łyżek, kubków itd. Zwykle wszędzie przy przyrządzaniu w domu kosmetyków nakazane jest używanie przedmiotów plastikowych/szklanych/drewnianych.


    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Popieram One_Love - nie wolno używać metalowych przedmiotów, ponieważ wchodzą w reakcję z glinką.
    Dodam jeszcze od siebie, że wg mnie zielona glinka nie jest najmocniejsza (przynajmniej na mojej mieszanej cerze taka nie była). Najsilniej zadziałała glinka marokańska (ghassoul/rhassoul).
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. vilandre - niestety, dlatego muszę ją oszczędnie dawkować

    One_LoVe, Idalia - łyżki i ceramicznego listka, podobnie jak w przypadku maski algowej, użyłam wyłącznie do zdjęć. Maskę do właściwych okładów mieszam dołączoną do produktu szpatułką

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie bym kiedyś wypróbowała tę glinkę, na razie używam glinki marokańskiej i też jest dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  8. o coś dla mnie, mam z ziaji ale nie zbyt dobra, a ta wydaje się lepsza:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niecierpku akurat w przypadku oleju Alepp intensywny zapach - to nie jest do końca taki straszny śmierdziuszek jak mydło alep zapach jest mniej wyczuwalny aczkolwiek jest to alepowy aromacik

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham maseczki z glinki :D Pokazała mi je lata temu siostra, która w ten sposób pozbywała się wyprysków, a miała ich naprawdę sporo! Teraz, przynajmniej raz na tydzień nakładam maseczkę z glinki.

    OdpowiedzUsuń
  11. fajna rzecz i w dodatku niedroga :)) no i mamy pewność że całkowicie naturalna :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Skoro ma działanie antycellulitowe to chyba ją zakupię ;) Robię co mogę,ale nic nie pomaga,wiec może chociaż to.

    OdpowiedzUsuń
  13. miałam ją kiedyś :) bardzo fajny produkt :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Wygląda kusząco o ile można tak glinke nazwać, spróbowałabym gdybym nie miała u siebie tony tego :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna cena, pomyślę nad nią :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam ją i bardzo ją lubie :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawa, bardzo lubię maski z glinek, trzeba będzie ją wypróbować. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. muszę spróbować, osobiście lubię też glinkę szarą

    OdpowiedzUsuń
  19. od glinek wolę algi :)próbowałaś?:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja mam namiastkę glinki - w dodatku tej czerwonej - w trochę jakby wygodniejszej postaci - w postaci mydła :)

    Pierniczki, jaki dostałam od Ciebie, są arcysmaczniaste!
    Zjedlibyśmy je nawet gdyby były rzeczywiście twarde [obok twardości nawet nie leżały^^].
    Polecam wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
  21. http://youbeautiful-kosmetycznefantazje.blogspot.com/ Zapraszam :)
    Świetny blog! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uzywalam tylko glinki marokanskiej, zielonej jeszcze nie ;) Pozdrawiam i zapraszam do mnie, jeśli masz ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj ta glinka mnie kusi coraz bardziej... :P Będę sobie musiała zamówić, dla mnie byłaby idealna.

    OdpowiedzUsuń
  24. nice. x


    p.s. I'm having a giveaway from fox house if you'd like to check it out. :)
    devorelebeaumonstre.com

    OdpowiedzUsuń
  25. hej. :) zapraszam na mój pierwszy blog dot. lakierów i kosmetyków do paznokci: http://kkamilaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Kurczee.. nigdy nie próbowałam glinki.. po przeczytaniu recenzji chyba się skuszeee :)

    Zapraszam na moje konkursowe rozdanie :)))
    http://jagoo-peppermint.blogspot.com/2012/01/k-o-n-k-u-r-s.html

    OdpowiedzUsuń
  27. nice blog. great p hotos, and though i couldn't understand much, i enjoyd browsing. new follower, and maybe you will have time to visit my blog. cheers from usa!
    jasmine
    adamalexmommy.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Po przeczytaniu takiej recenzji aż mam chęć ja wypróbować.
    Pozdrawiam
    ruda :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.