Demeter Fragrance Library - Laundromat

sobota, 1 października 2011

Czas na recenzję drugiego z zapachów Demeter. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego go wzięłam, zwłaszcza, że wcale nie planowałam jego zakupu. Najpierw wybrałam Snow, zaraz później Laundromat. Być może nieświadomie chciałam zrównoważyć melancholijny zapachu śniegu czymś czystym i świeżym.
Zapach, w postaci wody kolońskiej, zamknięty jest w minimalistycznym szklanym flakonie, dodatkowo zabezpieczonym kartonowym pudełeczkiem. Podkreślałam to przy okazji recenzji wody Snow (klik-klik) i podkreślę tutaj - proste, smukłe, szklane buteleczki to doskonałe rozwiązanie. O ile w przypadku wielu producentów perfum, zapach wydaje się często sprawą dużo mniej ważną niż design flakonika albo odpowiednia kampania reklamowa, o tyle w przypadku produktów Demeter, opakowanie to dopełnienie i tło dla zapachu. Nie odwrotnie.
Jak pachnie Laundromat? Pierwsze nuty są dość intensywne. Zupełnie jak proszek do prania, który, pomimo że przyjemny, wierci w nosie. Po chwili zapach łagodnieje. Dają o sobie znać świeże, lekko kwiatowe nuty. Wyczuwam w nich konwalie. W tle rozpoznaję nuty powietrzne. Nie jest to jednak ostry, ozonowy zapach, ale coś czystego, bardzo ulotnego. Całość wybrzmiewa stonowanym, lekkim zapachem. Moim zdaniem Laundromat idealnie oddaje zapach czystości.
Laundromat, wbrew swojej nazwie, nie kojarzy się z pralnią samoobsługową. Zapach przypomina mi pranie w drewnianej balii, w lodowatej górskiej wodzie, z dodatkiem płatków mydlanych albo niezgrabnego kawałka szarego mydła. Koniecznie wysuszone na świeżym powietrzu. Zapach nie ma w sobie chemicznej woni typowej dla proszku do prania. Nie oddaje też aromatu płynów do płukania. Nie ma w nim nienaturalnych kwiatowych mieszanek ani imitacji perfum. Laundromat pachnie prosto. I w tym tkwi sekret jego urody.
Zapach przypomina mi dzieciństwo. Tak właśnie pachniały prześcieradła wyprane przez moją babcię - idealnie czyste, wykrochmalone na sztywno. Prosty zapach. Mydło, zimna woda i wiatr. Bajeczny efekt.
Trwałość zapachu jest umiarkowana, w końcu to woda kolońska a nie perfumy. Zapach trzyma się blisko skóry, jest ciepły i świetlisty. Ostatnio bez umiaru spryskuję nim lekko wilgotne pranie. Wreszcie pachnie tak, jak powinno.
Bardzo polubiłam ten zapach chociaż przyznaję, że nie jest mi tak bliski jak Snow. Urzekła mnie jego świeżość i łagodność. Poprawia humor lepiej niż tabliczka czekolady, przenosi we wspomnieniach w bezpieczne i słoneczne czasy, czego chcieć więcej?

Już wiem. Chciałabym, żeby wszystkie detergenty pachniały dokładnie tak jak Laundromat. Założę się, że nie tylko mnie byłoby wtedy lepiej.

Podobne wpisy

7 komentarze

  1. Uwielbiam twoje aranżacje do zdjęć :). Również wolę proste flakoniki- często bowiem bywa tak, że w wymyślnym flakonie czai się niezbyt ciekawy zapach. Ciekawa jestem, jak pachnie Laundromat na żywo- bo twoja recenzja jest bardzo zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawa recenzja i super zdjęcia. Będę zaglądała częściej, bo dodaję do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysłowe tło do zdjęć ;)
    Dodałam do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczne zdjęcia, jak zawsze. I super opis zapachu, bardzo plastyczny. Podoba mi się pomysł spryskiwania prania - u nas po suszeniu na balkonie przesiąka zapachem dymu z kominów sąsiadów, a suszone w domu nigdy nie jest super przewietrzone :( A miałaś może styczność z Demeter Earth Worm? (chyba tak to się pisze, nie jestem pewna) - jestem bardzo ciekawa ich zapachu

    OdpowiedzUsuń
  5. Bzeltynko, niestety, Snow i Laundromat to jedyne zapachy Demeter, jakie miałam przyjemność testować. Jestem ogromnie ciekawa pozostałych, zwłaszcza tych powietrznych i ziemnych.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.