Nowości z Catrice - opinie, swatche, porównania + nowy nabytek z Kobo :)

środa, 14 września 2011

Zacznę od tego, że to bardzo udany dzień :) Nie tylko z uwagi na życie osobiste, ale również kosmetyczne. Do Drogerii Natura weszłam bez większych potrzeb i oczekiwań, w duchu powtarzając, jak wielką cnotą jest oszczędność. Jak można się spodziewać, mój wewnętrzny monolog ucichł gdy tylko zobaczyłam naszpikowaną nowościami szafę Catrice :) W miarę szybko zorientowałam się, że im dłużej tam stoję, tym lepsze znajduję uzasadnienia dla posiadania kolejnych produktów. Zgarnęłam co trzeba i powędrowałam do kasy. Spieszę dodać, że jestem bardzo zadowolona ze swojej generalnie niewzruszonej postawy. Trzy małe kosmetyki to prawie nic, zresztą w życiu trzeba stawiać na kompromisy. Zakupy w Naturze uważam za doskonały kompromis pomiędzy moim gospodarnym sumieniem a niekontrolowaną żądzą wykupienia całej szafy :)
Pierwszą rzeczą, jaka wpadła do koszyka był kryjący, błyszczący lakier z serii Ultimate Nail Lacquer w fenomenalnym odcieniu Khaki Perry (nr 680). To mieszanka delikatnie zielonego lakieru z masą maleńkich złotych drobinek. Wygląda jak stare (albo postarzane), lekko zaśniedziałe złoto. Fantastyczny, metaliczny odcień. Ponieważ zdjęcia robiłam w trakcie burzy, aparat nie oddał w pełni uroku lakieru. Musicie mi uwierzyć na słowo - jest wspaniały! Swoją drogą, Catrice wprowadziło sporą ilość lakierów w nowych odcieniach. Na półce znalazłam, między innymi, dosłowną kopię lakieru Chanel w kolorze Peridot (ten, za którym jeszcze do niedawna szalałam). Khaki Perry wydał mi się jednak bardziej interesujący, a przy tym absolutnie niepowtarzalny, co ostatecznie przesądziło o jego wyborze. Nie mogę się doczekać malowania paznokci, na pewno wrzucę kilka zdjęć, może wtedy uda mi się uchwycić ten nietuzinkowy odcień.

- pojemność: 10 ml
- cena: 9,99 zł
 Jako maniaczka żelowych eyelinerów nie mogłam przejść obojętnie wobec nowej propozycji Catrice. Gel Eye Liner to produkt bardzo dobrze znany, do tej pory występował wyłącznie w kolorze czarnym. Z przyjemnością informuję, że oferta została poszerzona o nowe kolory. Wzięłam odcień Sherlock & Khaki Holmes (nr 040), ale do wyboru jest również srebro, brąz, no i kultowa już czerń. Liner ma przyjemną, kremową konsystencję, bez trudu sunie po dłoni. Kolor bardzo mi się podoba, określiłabym go jako ciemny brąz z dużą ilością (głównie, choć nie wyłącznie) złotych drobinek.

- pojemność: 4 g
- cena: 15,99 zł

Porównałam go z żelową konturówką gel eyeliner z Essence oraz z Liquid Liner z Catrice (recenzja). Oto rezultaty:
Cienie do powiek w kremie są niekwestionowanym hitem tego sezonu, co Catrice zdaje się potwierdzać wprowadzając do sprzedaży serię kremowych cieni Made To Stay. Jest z czego wybierać - w skład serii wchodzi aż sześć kolorów. Długo nie mogłam się zdecydować, który bardziej mi odpowiada. W końcu uznałam, że do codziennego makijażu najlepiej sprawdzi się cień w odcieniu Lord of The Blings (nr 040). To beżowo-złoty, fenomenalnie napigmentowany kolor.

- pojemność: 5 g
- cena: 14,99 zł
Niestety, na zdjęciu kolor wygląda szaro. W rzeczywistości jest dużo cieplejszy.  
Po wyjściu z Drogerii odkryłam, że Lord of The Bling może być niezłym odpowiednikiem Paint Pot'a z MAC w kolorze Bare Study. Kolory są zbliżone, ale się nie dublują, zresztą zobaczcie same:
Przy okazji wizyty w Drogerii Natura zajrzałam do szafy Kobo. Wstyd się przyznać, ale nie posiadam ani jednego produktu tej firmy. Pisząc precyzyjniej, do dzisiaj nie posiadałam, bo ostatecznie, dzięki dzisiejszym zakupom, moje kosmetyczne zasoby powiększyły się o błyszczący cień z serii Luminous Baked Colour w kolorze Snow white (nr 312).
Cień kupiłam z myślą o rozświetlaniu wewnętrznego kącika oka. Od dłuższego czasu szukałam mocno napigmentowanego, mlecznego, drobinkowego cienia, ale albo kolor nie był odpowiedni, albo efekt na skórze był za słaby, albo, co gorsza, i jedno i drugie. Cień z Kobo spełnia wszystkie moje wymagania.  Śliczny, błyszczący odcień wszystko rekompensuje wszystkie ewentualne wady (dlatego pomijam, że przy próbie otwarcia o mało nie połamałam paznokci. Pomijam też, że kosmetyk koszmarnie się osypuje). Jak tylko odkryję, jak wydostać cień z ciasnego, plastikowego opakowania, zaraz powędruje do mojego Glam Boxa. Gdybyście znały sprawdzoną metodę na migrację z takich pudełeczek, dajcie koniecznie znać :) (niestety moje metody nie są sprawdzone, czego boleśnie doświadczył niedawno dolny rządek cieni z paletki Sleek Storm)

- pojemność: brak informacji na opakowaniu
- cena: 19,90 zł

Jak się Wam podobają nowości Catrice? Ja jestem pod dużym wrażeniem kolorów (zwłaszcza lakieru i linera) oraz przyjemnej, kremowej konsystencji (ciągle mam w pamięci ostatnią LE Out of Space i traumę z nią związaną). Chętnie skusiłabym się na pozostałe odcienie. W ofercie firmy widziałam również ciekawe bronzery i nowe tusze do rzęs. Generalnie, jest z czego wybierać. Udanych zakupów :) 

Buziaki!

Podobne wpisy

4 komentarze

  1. Migracje były już kilka razy opisywane, np. podgrzewanie opakowania cienia prostownicą. Ja lekko podważyłam pilniczkiem i cień "wyszedł". :)
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Będą, będą, nie mogę się już doczekać tego lakieru :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak tak patrzę na Twoje zakupy to znów chcę biec do Natury choć dopiero tam byłam :P i dzięki za maila! będę udoskonalać bloga po nocy :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.