Niecierpek pielęgnuje - twarz :)

sobota, 10 września 2011

Rozpoczynam niecierpkową serię pielęgnacyjną! Planuję opowiedzieć o kosmetykach, z pomocą których dbam o siebie. Na dobry początek - pielęgnacja twarzy (w dalszej kolejności przewiduję również dłonie, stopy, ciało, włosy i paznokcie). Produkty, które stosuję dla uproszczenia podzieliłam na kilka grup. Zapraszam do lektury :)

PORANNA PIELĘGNACJA TWARZY

Do porannej pielęgnacji mojej twarzy używam dwóch kosmetyków:

- Hydrolat aloesowy z Biochemii Urody - stosuję go w charakterze toniku. W przeciwieństwie do większości drogeryjnych kosmetyków tonizujących, nie przesusza mojej skóry i nadmiernie jej nie ściąga. Niestety, wbrew zapewnieniom producenta, również nie nawilża, choć wiem, że oczekiwanie tego w przypadku mojej ekstremalnie suchej cery byłoby przesadą. Lubię jego naturalny skład.

- Dramatically Different Moisturizing Lotion firmy Clinique - wiem, że skład nie świadczy o nim najlepiej, ale o dziwo świetnie nawilża, a przy tym jest lekki jak chmurka. Lubię bogate kremy, ale pod makijaż zdecydowanie lepiej sprawdza się lotion. Delikatny, ale skuteczny.


WIECZORNA PIELĘGNACJA TWARZY
Z uwagi na moją przesuszoną skórę, wieczorna pielęgnacja twarzy zmrozi krew wszystkim posiadaczkom cery normalnej, mieszanej i tłustej. Zasada jest prosta - im kosmetyk bogatszy - tym lepiej :)

- Płyn micelarny Avene - będę szczera: nie cierpię go. To jeden z najmniej udanych zakupów w ostatnim czasie. Sięgnęłam po niego tylko dlatego, że na Biodermę nie obowiązywała akurat żadna promocja. Była to ze wszech miar zła decyzja. Płyn nie dość że niedokładnie zmywa makijaż, to na dodatek paskudnie szczypie w oczy. Nie podoba mi się również jego zapach. Słowem - bubel. Wspomnę tylko, że kilkakrotnie używany płyn micelarny z Eveline (recenzja wkrótce, kosmetyk jest świetny) radzi sobie z demakijażem nieporównywalnie lepiej niż ten cały pseudo-dermo-apteczny-płyn. Nie polecam, odradzam i w ogóle!

- Earth Bunny, Everyday Minerals - żeby nie dublować recenzji, zapraszam tutaj

- Calma HLC firmy Ziaja - doskonały, lipidowy krem polskiego producenta. Wracam do niego niezmiennie w okresie jesienno-zimowo-wiosennym (czyli, z pominięciem okresu letniego, właściwie non-stop). Porządnie odżywia skórę, co prawda nie nawilża tak, jak bym sobie tego życzyła, ale mimo to serdecznie polecam. Fajny produkt w dobrej cenie.

- Xerial 5 marki SVR - mój zdecydowany faworyt! Dzięki 5-procentowej zawartości mocznika nawilża głębsze partie skóry, przez co, przynajmniej na chwilę, mogę zapomnieć o suchych skórkach i uczuciu szorstkości. Używam go bez większych przerw od ponad półtora roku, również pod makijaż (aktualnie kończę szóstą tubkę, stąd jego jego osobliwy wygląd na zdjęciu). Krem jest wydajny, mimo że codziennie nakładam grubą warstwę. Muszę przyznać, że kosmetyki SVR sprawdzają się w moim przypadku rewelacyjnie, poza kremem do twarzy i pod oczy posiadam również wielką butlę mleczka do ciała z 10-procentowym stężeniem mocznika. W sytuacjach ekstremalnego przesuszenia skóry, nakładam go na twarz. Wiem, że nie jest do tego przeznaczony, jednak wiele razy uratował moją skórę i dlatego, w momencie kryzysu, zawsze mam go pod ręką :)

Powinnam dodać, że w moim przypadku żaden z przedstawionych kosmetyków nie spowodował zapchania skóry. Mówiąc bardziej generalnie, w ogóle nigdy mi się to nie przydarzyło. To chyba jedyna korzyść z posiadania bardzo suchej skóry :)

OCZYSZCZANIE I PIELĘGNACJA SPECJALNA TWARZY
Jestem wielką miłośniczką peelingów mechanicznych! Uwielbiam uczucie gładkości po ich zastosowaniu, dlatego co najmniej dwa razy w tygodniu wykonuję peeling całej twarzy. Dodatkowo, co drugi dzień używam serum z porządną dawką lewoskrętnej witaminy C, a raz na jakiś czas (zazwyczaj w zależności od humoru), kładę na twarz ulubioną maseczkę. Czego używam?

- Peeling aromatyczny z trzech róż marki Nuxe - mój ulubiony, głównie z uwagi na prześliczny zapach i przyjemny film, jaki pozostaje na twarzy po jego użyciu. Przeznaczony do częstego stosowania, nawet w przypadku cer wrażliwych. Świetny kosmetyk!

- Serum antyoksydacyjne Flavo-C15EF z Biochemii Urody - produkt godny polecenia z uwagi na swoje przeciwstarzeniowe działanie. Wspomaga barierę lipidową naskórka, poprawia wygląd cery, lekko rozjaśnia. Propozycja Biochemii Urody zdecydowanie wygrywa z dostępnym w drogeriach (a przy tym o niebo droższym!) serum Flavo-C firmy Auriga International. Stosowałam je (stąd buteleczka na zdjęciu), jednak niezadowolona z rezultatów przerzuciłam się na Flavo-C15EF z Biochemii Urody i nie żałuję. A do tego mam słabość do kosmetyków samorobionych! :)

- maseczki - mam ich sporo, a stosuję w zależności od potrzeb i nastroju. Bardzo lubię maseczki samorozgrzewające lub te, które przed aplikacją wkłada się do ciepłej wody. Polecam zwłaszcza saszetki ze Starej Mydlarni - obłędnie pachną czekoladą i kawą! Doskonale sprawdzają się również maseczki firmy Montagne Jeunesse, zwłaszcza w formie peel-off i kremowe (szczególnie te o owocowym zapachu). Moim ostatnim obiecującym odkryciem jest maseczka z glinką marokańską Yves Rocher. Ma wspaniały, orientalny zapach, ale zastyga na twarzy na cement, co sprawia, że zazwyczaj nie mam cierpliwości do jej zmywania i, koniec końców, sięgam po coś innego.    


PIELĘGNACJA OCZU I RZĘS
Wychodzę z założenia, że Flavo-C15EF, które stosuję bez wyjątku na całą twarz, załatwia problem przeciwzmarszczkowej pielęgnacji okolic oczu. Dlatego też jedynym kosmetykiem jakiego używam jest lekki krem nawilżający firmy SVR - Topialyse Palpebral. Jest w porządku - bez większych zarzutów ale i bez specjalnych zachwytów. Myślę, że za tę cenę (około 50 zł) można wybrać coś lepszego.

Pielęgnacja rzęs to oddzielny temat. Od kilku dni przed snem stosuję serum 3 w 1 Advance Volumiere marki Eveline, jednak, by móc napisać coś konstruktywnego, potrzebuję więcej czasu na testy. Na razie wiem na pewno, że skleja rzęsy. Szczoteczka jest tak twarda i ostra, że kilka razy o mało nie pozbawiłam się oka. Na razie nie jestem przekonana, czy poprawia kondycję rzęs, ale z całą pewnością może służyć za wymyślne (i skuteczne!) narzędzie tortur :)

PIELĘGNACJA UST
To, co tygrysy lubią najbardziej :) Odkąd katOsu zrobiła jego recenzję, wiedziałam, że muszę go mieć. A więc mam i chwalę, bo to doskonały produkt do pielęgnacji ust. Pięknie nawilża, odżywia i wygładza. Nałożony przed snem sprawia, że rano usta są aksamitne, mięciutkie i wypielęgnowane. A do tego jest nieprzyzwoicie wydajny. Polecam z czystym sumieniem!

Muszę stanowczo podkreślić, że długość posta nie przekłada się na długość mojej codziennej pielęgnacji twarzy :) Mam nadzieję, że posiadaczki cery suchej w kierunku ekstremalnie suchej znajdą coś dla siebie. Być może przedstawione przeze mnie kosmetyki sprawdzą się też w przypadku skóry normalnej i mieszanej. Z kremami z działu pielęgnacji wieczornej raczej bym nie ryzykowała, ale reszta, kto wie? :)

Buziaki!

Podobne wpisy

3 komentarze

  1. a to cudo do ust to gdzie można kupić i za ile? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed snem na moich ustach ląduje słodki, naturalny miodek. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dianuseeek - ja swój balsam kupiłam w aptece, która prowadzi sprzedaż dermokosmetyków. Kosztował około 30 złotych, co może się wydawać sporym wydatkiem jak na tego typu kosmetyk. Z drugiej strony, balsam jest bardzo wydajny (używam go od końca marca, zużycie widać na zdjęciu).

    Motylica - niestety mam uczulenie na naturalny miód. Ten zawarty w kosmetykach na szczęście nie alergizuje. Ale pomysł sam w sobie bardzo dobry.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.