Everyday Naturals - Earth Bunny :)

niedziela, 4 września 2011

Długo szukałam dobrego kremu nawilżającego na noc. Mam wybitnie suchą skórę. Większość drogeryjnych kosmetyków niestety nie spełnia swojego podstawowego zadania, czyli ani nie nawilża ani nie odżywia. Dlatego też zmuszona jestem sięgać po kremy ciężkiego kalibru, najczęściej z dużym stężeniem mocznika. Na krem marki Everyday Minerals trafiłam przypadkiem, przeglądając zasoby internetowych drogerii. Przyznam, że przeszłabym obok niego obojętnie, gdyby nie ten króliczek. Ech.. :)

Słodki niebieski króliczek stanowił pierwszy poważny powód dla kupna kremu :) Drugiego argumentu dostarczyła obietnica producenta:

"Z przyjemnością prezentujemy nowy, mocno skoncentrowany krem nawilżający, bez zawartości wody, stworzony by zapewnić maksymalne nawilżenie. Kojące, kwiatowe olejki eteryczne z niebieskiego rumianku oraz krwawnika pochodzą prosto z ogródka „Earth Bunny”. Odrobina wyciągu z grzybów (żagwica listkowata) oraz oczaru wirginijskiego sprawi, że twoja skóra odżyje na nowo. Króliczek Earth Bunny skakał dookoła świata, aby zdobyć dla Ciebie najlepsze składniki takie jak: olejek jojoba, niesamowite masło Cupuacu oraz naszego faworyta, egzotyczne masło Murumuru, które pochodzi z Brazylii i jest używane do zmiękczania skóry. Podczas procesu tworzenia kremu składniki były minimalnie przetwarzane, dla uzyskania pewności, że nie stracą swojej mocy, a Twoja skóra uzyska maksymalne korzyści z darów natury! Rzadkie olejki takie jak olejek z czarnuszki oraz olejek arganowy wzbogacają krem i sprawiają, że jest niesamowicie odżywczy"
 (opis pochodzi ze strony www.everydaycosmetics.pl)


Krem znajduje się w plastikowym, zakręcanym słoiczku z dodatkową osłonką wewnątrz. Zawartość opakowania wprowadziła mnie w zdumienie :) Zanim zdążyłam przyjrzeć się konsystencji, moje nozdrza zaatakował intensywny zapach. Gdybym miała go do czegoś przyrównać, byłby to z pewnością świeży bukiet  ziół. Wyczuwam w nim rumianek, szałwię i miętę, coś zielonego, świeżego a zarazem wiercącego w nosie. Zwolenniczki bezwonnych kremów będą zawiedzione, zwłaszcza, że po aplikacji zapach uparcie utrzymuje się na twarzy. Woń to dopiero początek, prawdziwa niespodzianka to kolor kremu :) Mi przypomina bajorko  (to prawdopodobnie sprawka obecnego w składzie błotka Murumuru) i chociaż do najpiękniejszych nie należy, zaskakująco dobrze komponuje się z osobliwym zapachem. Dobra wiadomość: nie barwi skóry :) Konsystencji, pomimo że to krem, nie mogę określić jako kremowej. Brakuje w nim bazy, typowej dla wszystkich bogatych nawilżaczy do twarzy. W zamian otrzymujemy tłusty, maślany produkt, trochę przypominający maść nagietkową (którą skądinąd serdecznie polecam).

Muszę podkreślić, że rezultaty stosowania kremu z króliczkiem wynagradzają wszystkie niedogodności związane z kolorem, zapachem i konsystencją :) Zastosowany na noc fenomenalnie nawilża i odżywia skórę. Niweluje suche skórki, ujednolica kolor skóry, słowem - robi wszystko to, czego moja przesuszona skóra wymaga od porządnego kremu na noc! Od razu zastrzegam, że krem nadaje się wyłącznie dla desperatek, i to nie z uwagi na zapach czy kolor, ale na właściwości natłuszczająco-nawilżająco-odżywcze. Posiadaczki cery normalnej, mieszanej i tłustej powinny omijać go szerokim łukiem. Mam pewne wątpliwości, czy dla cery "zwyczajnie suchej" (co w moim słowniku oznacza skórę, która nie jest sucha w stopniu ekstremalnym tak jak moja) nie będzie zbyt bogaty, ale myślę, że warto spróbować. Kremem można również smarować stopy, łokcie i kolana. Producent powinien o tym wspomnieć, bo w roli bogatego balsamu do wybranych partii ciała króliczek sprawuje się doskonale.

Earth Bunny bardzo przypadł mi do gustu, choć przyznaję, że zdecydowanie przyjemniej używa się go w chłodne dni. Przypuszczam, że na zimę będzie niezastąpiony. Polecam jako interesującą, ziołową alternatywę dla kosmetyków z mocznikiem i emolientami. A producentowi serdecznie gratuluję pomysłu z wykorzystaniem króliczka i roślin z ogródka. Dobra, być może jestem ofiarą reklamy, ale w tym przypadku zdecydowanie mi się to opłaciło :)


pojemność: 57 g
cena: około 39 zł (zależnie od sklepu)

Podobne wpisy

4 komentarze

  1. rzeczywiście króliczek robi swoje ;)
    warte zakupu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Warte, choć muszę przyznać, że to dość dziwny kosmetyk :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, wybrałam Cię :) Uważam, że Twój blog jest godny uwagi, a nowi widzowie sprawią, że jeszcze szybciej będziesz się rozwijać :) Buziaki!

    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogromnie mi miło, dzięki za wyróżnienie! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Równocześnie, grzecznie proszę o niespamowanie zaproszeniami.